Jedyna grudniowa audycja (i zarazem ostatnia w 2012 roku) upłynęła pod znakiem relacji z listopadowego koncertu Archive i kilku ciekawych Post-Rockowych i okołopostrockowych propozycji na miesiąc grudzień.
Playlista 18.12.2012 (December 2k12)
1. Jesu - December [Ascension. 2011]
2. Caspian - Last Rites [You Are The Conductor Ep. 2005]
3. Jakob - To Be Locked Up [Semaphore / To Be Locked Up 7". 2004]
4. Mew - Luise Louisa [And The Glass Handed Kites]
5. Archive - Pills [Controlling Crowds - Part IV. 2009]
6. Archive - Violently [With Us Until You're Dead. 2012]
7. Archive - Kings Of Speed [Controlling Crowds. 2009]
8. Aurore Rien - Will You Write Too...? [Sedative For The Celestial Blue. 1999]
9. Lydia - December [This December; It's One More And I'm Free. 2005]
Dwie dekady historii Post-Rocka (2012: Part 8):
10. The Album Leaf - Stretched Home [Forward/Return EP. 2012]
11. The Album Leaf - Skylines [Forward/Return EP. 2012]
12. The Album Leaf - Under The Night [Forward/Return EP. 2012]
13. Air Formation - Low December Sun [Nothing To Wish For (Nothing To Lose). 2010]
Cytat na podsumowanie audycji tym razem od Lydii wzięty prosto z ich zdecydowanie najbardziej grudniowego utworu:
"And we will never sleep again.
So as you walk through the door,
and yell, "I'm never coming back here."
It's over, we are still nothing..."
by Lydia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koncertowe wspominajki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koncertowe wspominajki. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 8 stycznia 2013
wtorek, 1 maja 2012
Through the eyes I have known You...
Audycja pierwotnie miała się odbyć tydzień wcześniej, ale nieoczekiwana awaria stanęła na drodze jej przeprowadzenia 17 kwietnia. Stwierdziłem, że sporą stratą dla Post Scriptum byłaby rezygnacja z tego wydania, więc po tygodniu zagościła ta sama playlista, te same opowieści i trochę bardziej zmęczony codziennością prowadzący.
Playlista 24.04.2012 (Powrót przepadniętej audycji)
1. Neurosis - Hidden Faces [Given To The Rising. 2007]
2. Deafheaven - Exit: Denied [Demo EP. 2010]
3. Russian Circles - 309 [Empros. 2011]
4. Junius - In The Heart Of Titans [Blood Is Bright EP. 2006]
5. Junius - Eidolon & Perispirit [Reports From The Treshold Of Death. 2011]
6. Wolves Like Us - Sin After Sin [Late Love. 2011]
7. Sleepmakeswaves - Now We Rise And We Are Everywhere [... And So We Destroyed Everything. 2011]
8. Atlantis - Les Petites Morts [Le Petite Mort EP. 2012]
9. Atlantis - Everest [Le Petite Mort EP. 2012]
Dwie dekady historii Post-Rocka (2007: Part 3):
10. 65daysofstatic - Don't Go Down To Sorrow [The Destruction Of Small Ideas. 2007]
11. 65daysofstatic - Wax Futures [The Destruction Of Small Ideas. 2007]
12. The American Dollar - Rudiments Of A Spiritual Life [The Technicolour Sleep. 2007]
13. The American Dollar - Signaling Through The Flames [The Technicolour Sleep. 2007]
Bezapelacyjnie najbliższym mojemu sercu cytatem pochodzącym z któregoś utworu z audycji, jest poniższy fragment "Eidolon & Perispirit". Ciarki na plecach, klimat i czyste, całkiem niezłe wokale Josepha Martineza wprawiają mnie w nieco rozrzewniony nastrój:
"Don't hide
Just bring me into your love
Just bring me into your night
Just bring me into your light
Just bring me into you."
by Joseph E. Martinez of Junius.
Playlista 24.04.2012 (Powrót przepadniętej audycji)
1. Neurosis - Hidden Faces [Given To The Rising. 2007]
2. Deafheaven - Exit: Denied [Demo EP. 2010]
3. Russian Circles - 309 [Empros. 2011]
4. Junius - In The Heart Of Titans [Blood Is Bright EP. 2006]
5. Junius - Eidolon & Perispirit [Reports From The Treshold Of Death. 2011]
6. Wolves Like Us - Sin After Sin [Late Love. 2011]
7. Sleepmakeswaves - Now We Rise And We Are Everywhere [... And So We Destroyed Everything. 2011]
8. Atlantis - Les Petites Morts [Le Petite Mort EP. 2012]
9. Atlantis - Everest [Le Petite Mort EP. 2012]
Dwie dekady historii Post-Rocka (2007: Part 3):
10. 65daysofstatic - Don't Go Down To Sorrow [The Destruction Of Small Ideas. 2007]
11. 65daysofstatic - Wax Futures [The Destruction Of Small Ideas. 2007]
12. The American Dollar - Rudiments Of A Spiritual Life [The Technicolour Sleep. 2007]
13. The American Dollar - Signaling Through The Flames [The Technicolour Sleep. 2007]
Bezapelacyjnie najbliższym mojemu sercu cytatem pochodzącym z któregoś utworu z audycji, jest poniższy fragment "Eidolon & Perispirit". Ciarki na plecach, klimat i czyste, całkiem niezłe wokale Josepha Martineza wprawiają mnie w nieco rozrzewniony nastrój:
"Don't hide
Just bring me into your love
Just bring me into your night
Just bring me into your light
Just bring me into you."
by Joseph E. Martinez of Junius.
wtorek, 22 listopada 2011
Face the panic of today breaking barriers of yesterday...
Audycja utrzymana w eterycznym i przestrzennym Post-Rockowym duchu. Mogę ją uznać za spokojną, ujmującą, lekko romantyczną i ubogaconą klasycznym, Post-Rockowym Gwoździem Programu. W audycji pojawił się również mały radiowy chochlik, który swoim chachmęceniem troszkę popsuł utwór "The Morning Bus". To mam nadzieję, że na następny raz tak nie będzie psocił :P.
Playlista 15.11.2011 (Przestrzeń i eteryka w Post-Rockowym wydaniu)
1. Hammock - Overcast/Sorrow [Kenotic. 2005]
2. Lora Lie - Enemy [Catadores EP. 2011]
3. Dorena - En Tonårsromans [Holofon. 2009]
4. Dorena - The Morning Bus [About Everything And More. 2010]
5. Immanu El - Skagerak [In Passage. 2011]
6. Immanu El - Comforting Dawn [In Passage. 2011]
7. Antimatter - Line Of Fire [Planetary Confinement. 2005]
8. Explosions In The Sky - The Moon Is Down [Those Who Tell The Truth Shall Die, Those Who Tell The Truth Shall Live Forever. 2001]
9. Jakob - Ryan [Subsets Of Sets. 2001]
Dwie dekady historii Post-Rocka (2002: Part 2):
10. July Skies - Swallows And Swifts [Dreaming Of Spires. 2002]
11. July Skies - The Softest Kisses [Dreaming Of Spires. 2002]
12. July Skies - So Sad Today [Dreaming Of Spires. 2002]
13. Sigur Rós - Untitled 6 ("E-Bow") [( ). 2002]
Pierwsza godzina audycja minęła pod znakiem relacji z koncertu Lora Lie i Doreny w warszawskiej klubokawiarnii Eufemia. Sympatycznie zaprezentowała się polska, młoda ekipa. O koncercie Doreny zbyt wiele niestety powiedzieć nie mogę gdyż stanowczo przesadzono z poziomem głośności w klitce, która stanowi "koncertową" część klubu i ewakuacja ze strefy bezpośredniego rażenia kolumn i wzmacniaczy okazała się być konieczna.
Niedługo potem przyszedł czas na krótką recenzję ostatnie płyty szwedzkiego Immanu Ela. Krążek okazał się być całkiem ciekawym wydawnictwem, które może nie powala na kolana i nie dorównuje pierwszej płycie, to jednak jest to album równy i gwarantuje on kilkadziesiąt minut lekko romantycznej wariacji na temat Post-Rocka.
W stałym punkcie programu czyli kąciku historycznym drugi raz spotkaliśmy się z 2002 rokiem. Jako pierwszy został zaprezentowany projekt July Skies. Ukrywający się pod tym aliasem Brytyjczyk Anthony Harding tworzy rozmyte, minimalistyczne kompozycje osadzone w nurcie ambientowego Post-Rocka. Drugiego zespołu już przedstawiać nie trzeba - Sigur Rós i tajemnicza i złowroga "płyta nawiasowa" to wg mnie najlepsze dokonanie tej pochodzącej z Islandii grupy, która miała to szczęście przebić się do mainstreamu i tam szerzyć swe muzyczne przesłanie.
Playlista 15.11.2011 (Przestrzeń i eteryka w Post-Rockowym wydaniu)
1. Hammock - Overcast/Sorrow [Kenotic. 2005]
2. Lora Lie - Enemy [Catadores EP. 2011]
3. Dorena - En Tonårsromans [Holofon. 2009]
4. Dorena - The Morning Bus [About Everything And More. 2010]
5. Immanu El - Skagerak [In Passage. 2011]
6. Immanu El - Comforting Dawn [In Passage. 2011]
7. Antimatter - Line Of Fire [Planetary Confinement. 2005]
8. Explosions In The Sky - The Moon Is Down [Those Who Tell The Truth Shall Die, Those Who Tell The Truth Shall Live Forever. 2001]
9. Jakob - Ryan [Subsets Of Sets. 2001]
Dwie dekady historii Post-Rocka (2002: Part 2):
10. July Skies - Swallows And Swifts [Dreaming Of Spires. 2002]
11. July Skies - The Softest Kisses [Dreaming Of Spires. 2002]
12. July Skies - So Sad Today [Dreaming Of Spires. 2002]
13. Sigur Rós - Untitled 6 ("E-Bow") [( ). 2002]
Pierwsza godzina audycja minęła pod znakiem relacji z koncertu Lora Lie i Doreny w warszawskiej klubokawiarnii Eufemia. Sympatycznie zaprezentowała się polska, młoda ekipa. O koncercie Doreny zbyt wiele niestety powiedzieć nie mogę gdyż stanowczo przesadzono z poziomem głośności w klitce, która stanowi "koncertową" część klubu i ewakuacja ze strefy bezpośredniego rażenia kolumn i wzmacniaczy okazała się być konieczna.
Niedługo potem przyszedł czas na krótką recenzję ostatnie płyty szwedzkiego Immanu Ela. Krążek okazał się być całkiem ciekawym wydawnictwem, które może nie powala na kolana i nie dorównuje pierwszej płycie, to jednak jest to album równy i gwarantuje on kilkadziesiąt minut lekko romantycznej wariacji na temat Post-Rocka.
W stałym punkcie programu czyli kąciku historycznym drugi raz spotkaliśmy się z 2002 rokiem. Jako pierwszy został zaprezentowany projekt July Skies. Ukrywający się pod tym aliasem Brytyjczyk Anthony Harding tworzy rozmyte, minimalistyczne kompozycje osadzone w nurcie ambientowego Post-Rocka. Drugiego zespołu już przedstawiać nie trzeba - Sigur Rós i tajemnicza i złowroga "płyta nawiasowa" to wg mnie najlepsze dokonanie tej pochodzącej z Islandii grupy, która miała to szczęście przebić się do mainstreamu i tam szerzyć swe muzyczne przesłanie.
wtorek, 1 listopada 2011
Does it eat you up like the cancer in us all?...
Post-Rock i dźwięki ocierające się o shoegaze zdominowały to wydanie Post Scriptum. W audycji mocno udzieliła się przestrzeń i mrok, które dobrze się wpisały w atmosferę powoli królującej już za oknem jesieni.
Playlista 18.10.2011 (Przestrzeń postem i shoegazem rozmyta)
1. Jesu - King Of Kings [Ascension. 201]
2. Audiocæneat! - Kalypso [Red Sessions. 2010]
3. Blueneck - Sawbones [Repetitions. 2011]
4. Blueneck - Le:465 [Scars Of The Midwest. 2006]
5. Sleepmakeswaves - A Gaze Blank And Pitiless As The Sun [... And So We Destroyed Everything. 2011]
6. Laura - Visitor [Twelve Hundred Times. 2011]
7. Laura - Mark The Day [Twelve Hundred Times. 2011]
8. Laura - The Slow [Twelve Hundred Times. 2011]
9. Mew - Comforting Sounds [Frengers. 2003]
Dwie dekady historii Post-Rocka (2001: Part 2):
10. Explosions In The Sky - Greet Death [Those Who Tell The Truth Shall Die, Those Who Tell The Truth Shall Live Forever. 2001]
11. Explosions In The Sky - A Poor Man's Memory [Those Who Tell The Truth Shall Die, Those Who Tell The Truth Shall Live Forever. 2001]
12. Low & Dirty Three - Invitation Day [In The Fishtank 7 EP. 2001]
Audycję otworzył klimatyczny utwór z ostatniej płyty Jesu. Lekko elektroniczny "King Of Kings" to jeden z ciekawszych utworów "Ascension". Chwilę potem przyszedł czas na relację z koncertu Bluenecka w warszawskim klubie Powiększenie. Wiele cierpkich słów padło na antenie pod katem organizacji koncertu. Sam koncert do zbyt udanych tez nie należał. Ofiarą licznych kłopotów technicznych padł głównie Blueneck, który musiał przez nie skrócić swój występ (trwał tylko około 45 minut). Ciekawie natomiast wypadła natomiast niemiecka kapela Audiocæneat! która niestety grała tylko niecałe pół godziny - w ich przypadku na szczęście obyło się bez zakłóceń i awarii.
Druga godzina to już recenzja nowej płyty australijskiej Laury. Na "Twelve Hundred Times" przyszło czekam fanom Post-Rocka aż 5 lat. Dostaliśmy w efekcie ponad 40 minut klimatycznego, mocno osadzonego w shoegaze'ie Post-Rocka. Widać widocznie zwrot w kierunku mroczniejszych brzmień. Na albumie obok gitarowych tematów znalazło się tez miejsce dla minimalistycznych i prostych kompozycji na pianino, które wyciszają i uspokajają słuchacza. Miłym dodatkiem instrumentalnym jest również wiolonczela bogato się objawiająca na albumie. Wyraźnemu zwiększeniu uległa też rola wokali w muzyce Laury. Pojawiają się one częściej, są bardziej jednoznaczne i wyraźne. To duży plus gdyż muzycy z Antypodów umiejętnie wpletli do instrumentarium śpiew Andrew Chalmersa. Utwory takie jak "Visitor" czy "Mark The Day" powinny być przykładem na to jak połączyć stricte instrumentalną stylistykę z wokalnymi eksperymentami.
W kąciku historycznym drugie spotkanie z 2001 rokiem. W nim żywa między innymi żywa legenda czyli zespół Explosions In The Sky wraz z ich najsłynniejszym (i według mnie najlepszym) albumem Those Who Tell The Truth Shall Die, Those Who Tell The Truth Shall Live Forever. Wtórowała im kolaboracja Low i Dirty Three, którzy w ramach projektu studia Konkurrent, nagrali EPkę z serii In The Fishtank. Seria ta kojarzy ze sobą zespoły (czasami nieco odmienne stylistycznie) celem stworzenia czegoś wyjątkowego. 7 wydawnictwo z tej serii stało się udziałem dwóch projektów, które mimo, że z Post-Rockiem mają wiele wspólnego, to jednak eksplorują nieco inne jego tereny. Efektem ich współpracy jest EPka uważana za jedną z najlepszych w całej serii.
Cytatem, którym tym razem chce się z wami podzielić jest fragment "Comforting Sounds". Otwierające dwie linijki brzmią dość przygnębiająco i taki też w mojej percepcji jest cały utwór. Najdłuższy i zarazem najbardziej rozbudowany na płycie Frengers pokazuje, że Mew ma potencjał do komponowania dłuższych utworów:
"I don't feel alright in spite of these comforting sounds you make. I don't feel alright because you make promises that you break."
by Mew.
Playlista 18.10.2011 (Przestrzeń postem i shoegazem rozmyta)
1. Jesu - King Of Kings [Ascension. 201]
2. Audiocæneat! - Kalypso [Red Sessions. 2010]
3. Blueneck - Sawbones [Repetitions. 2011]
4. Blueneck - Le:465 [Scars Of The Midwest. 2006]
5. Sleepmakeswaves - A Gaze Blank And Pitiless As The Sun [... And So We Destroyed Everything. 2011]
6. Laura - Visitor [Twelve Hundred Times. 2011]
7. Laura - Mark The Day [Twelve Hundred Times. 2011]
8. Laura - The Slow [Twelve Hundred Times. 2011]
9. Mew - Comforting Sounds [Frengers. 2003]
Dwie dekady historii Post-Rocka (2001: Part 2):
10. Explosions In The Sky - Greet Death [Those Who Tell The Truth Shall Die, Those Who Tell The Truth Shall Live Forever. 2001]
11. Explosions In The Sky - A Poor Man's Memory [Those Who Tell The Truth Shall Die, Those Who Tell The Truth Shall Live Forever. 2001]
12. Low & Dirty Three - Invitation Day [In The Fishtank 7 EP. 2001]
Audycję otworzył klimatyczny utwór z ostatniej płyty Jesu. Lekko elektroniczny "King Of Kings" to jeden z ciekawszych utworów "Ascension". Chwilę potem przyszedł czas na relację z koncertu Bluenecka w warszawskim klubie Powiększenie. Wiele cierpkich słów padło na antenie pod katem organizacji koncertu. Sam koncert do zbyt udanych tez nie należał. Ofiarą licznych kłopotów technicznych padł głównie Blueneck, który musiał przez nie skrócić swój występ (trwał tylko około 45 minut). Ciekawie natomiast wypadła natomiast niemiecka kapela Audiocæneat! która niestety grała tylko niecałe pół godziny - w ich przypadku na szczęście obyło się bez zakłóceń i awarii.
Druga godzina to już recenzja nowej płyty australijskiej Laury. Na "Twelve Hundred Times" przyszło czekam fanom Post-Rocka aż 5 lat. Dostaliśmy w efekcie ponad 40 minut klimatycznego, mocno osadzonego w shoegaze'ie Post-Rocka. Widać widocznie zwrot w kierunku mroczniejszych brzmień. Na albumie obok gitarowych tematów znalazło się tez miejsce dla minimalistycznych i prostych kompozycji na pianino, które wyciszają i uspokajają słuchacza. Miłym dodatkiem instrumentalnym jest również wiolonczela bogato się objawiająca na albumie. Wyraźnemu zwiększeniu uległa też rola wokali w muzyce Laury. Pojawiają się one częściej, są bardziej jednoznaczne i wyraźne. To duży plus gdyż muzycy z Antypodów umiejętnie wpletli do instrumentarium śpiew Andrew Chalmersa. Utwory takie jak "Visitor" czy "Mark The Day" powinny być przykładem na to jak połączyć stricte instrumentalną stylistykę z wokalnymi eksperymentami.
W kąciku historycznym drugie spotkanie z 2001 rokiem. W nim żywa między innymi żywa legenda czyli zespół Explosions In The Sky wraz z ich najsłynniejszym (i według mnie najlepszym) albumem Those Who Tell The Truth Shall Die, Those Who Tell The Truth Shall Live Forever. Wtórowała im kolaboracja Low i Dirty Three, którzy w ramach projektu studia Konkurrent, nagrali EPkę z serii In The Fishtank. Seria ta kojarzy ze sobą zespoły (czasami nieco odmienne stylistycznie) celem stworzenia czegoś wyjątkowego. 7 wydawnictwo z tej serii stało się udziałem dwóch projektów, które mimo, że z Post-Rockiem mają wiele wspólnego, to jednak eksplorują nieco inne jego tereny. Efektem ich współpracy jest EPka uważana za jedną z najlepszych w całej serii.
Cytatem, którym tym razem chce się z wami podzielić jest fragment "Comforting Sounds". Otwierające dwie linijki brzmią dość przygnębiająco i taki też w mojej percepcji jest cały utwór. Najdłuższy i zarazem najbardziej rozbudowany na płycie Frengers pokazuje, że Mew ma potencjał do komponowania dłuższych utworów:
"I don't feel alright in spite of these comforting sounds you make. I don't feel alright because you make promises that you break."
by Mew.
wtorek, 2 sierpnia 2011
Am I the rain in your eyes...?
Mimo tego, że to była już druga audycja z cyklu nadrabiania płytowych zaległości, to mimo tego wszystkiego nie udało się nadrobić. W zanadrzu pozostaje jeszcze kilka płyt, które warto zaprezentować bliżej na antenie RA i będę się starał by stało się to jeszcze przed jesiennym sezonem koncertów i premier płytowych.
Playlista 26.07.2011 (Nadrabianie muzycznych zaległości vol.2)
1. Vessels - Recur [Helioscope. 2011]
2. Vessels - Meatman, Piano Tuner, Prostitute [Helioscope. 2011]
3. Maybeshewill - Red Paper Lanterns [I Was Here For a Moment, Then I Was Gone. 2011]
4. Maybeshewill - Critical Distance [I Was Here For a Moment, Then I Was Gone. 2011]
5. Maybeshewill - Farewell Sarajevo [I Was Here For a Moment, Then I Was Gone. 2011]
6. The Pineapple Thief - Dead In The Water (Worldengine Remix) [Show A Little Love EP. 2010]
7. [wreath] - Hiss [Serpent Moves EP. 2011]
8. [wreath] - Sibilance [Serpent Moves EP. 2011]
9. [wreath] - A Few Days Only [Serpent Moves EP. 2011]
10. Isis & Aereogramme - Stolen [In The Fishtank 14. 2006]
11. *shels - The Killing Tent [Sea Of The Dying Dhow. 2007]
Dwie dekady historii Post-Rocka (1999: Part 3):
12. Mogwai - May Nothing But Happiness Come Through Your Door [Come One Die Young. 1999]
13. Cul De Sac - Far Off, The Fabulous Iron Serpent Whistles [Crashes To Light, Minutes To Its Fall. 1999]
14. Cul De Sac - K [Crashes To Light, Minutes To Its Fall. 1999]
15. Lymbyc Systym - Processed Spirits [Field Studies Split EP. 2009]
Pierwsza godzina upłynęła pod dyktando zespołów Post-Rockowych flirtujących namiętnie z elektroniką. Z 2 płyt, które zaprezentowałem w tej części audycji wyżej oceniam dzieło Maybeshewill. Płyta łatwiej wpada w uchu, jest mocno dynamiczna, sample i bity są dawkowane optymalnie i kompozycje mają w sobie coś pociągającego. Wydaje mi się, że ta płyta będzie coraz mocniej zyskiwać w moich uszach. Potencjał ku temu na pewno ma. Helioscope natomiast to wydawnictwo niezłe, ale słabsze od debiutanckiej płyty Vessels. Nie jest to rozczarowanie, gdyż 2 część płyty jest naprawdę dobrym, Post-Rockowym graniem, jednak na mojej ocenie zaważyła nieco słabsza - 1 część albumu.
Gwoździem Programu - minimalistyczny i oszczędny "Stolen" wieńczący rewelacyjna EPkę In The Fishtank 14. Tym samym zwieńczyłem jej prezentowanie na antenie w Post Scriptum (zajęło to ponad 2 lata, a to tylko 3 utwory...).
W krótkich Koncertowych wspominajkach - zespół [wreath] i ich występ na Open Mind Fest Promo Gig. Serdecznie zachęcam do głosowania na ten zespół w głosowaniu na Facebooku. Nagrodą za zwycięstwo jest szansa na nagranie kawałka, który znajdzie się na składance z młodymi, polskimi, zdolnymi zespołami. jest zatem o co walczyć, a [wreath] jako przedstawiciel młodej polskiej sceny progresywnej powinien się z pewnością znaleźć na tej płycie.
Dwie dekady historii Post-Rocka to spotkanie z kącikowymi wyjadaczami. Mogwai zagościł w kąciku historycznym kilka dni temu przy okazji debiutanckie płyty. Tym razem 2 płyta w dyskografii - Come On Die Young. To wydawnictwo różniące się od Mogwai Young Team. Szczerze powiedziawszy moje podejście do tego albumu jest problematyczne. Są na nim 3-4 kompozycje, które przykuwają uwagę. Reszta niestety tak jakby ginie. Nic więc dziwnego, że CODY zostało przyjęte z lekkim rozczarowaniem. Cul De Sac pojawiało się ostatnio w Dwóch dekadach przy okazji albumu ECIM. W ciągu 8 lat, które minęły od czasu wydania tego krążka brzmienie Cul De Sac mocno się zmieniło. moim zdaniem na lepsze. O wiele przyjemniej słucha mi się płyty Crashes To Light, Minutes To Its Fall. niektórzy uważają ją nawet za najlepszą w dyskografii zespołu z Bostonu. Nie pozostaje zatem nic innego jak samemu się o tym przekonać :).
Audycję zamknęła kompozycja ze split EPki Field Studies, na której obok Lymbyc Systym pojawiło się również This Will Destroy You. Już tydzień temu miała ona zamknąć audycję jednak brak czasu spowodował, że właśnie dzisiaj była ostatnim utworem na playliście.
Dzisiejsze podsumowanie bez cytatu na koniec :P. Słów w tej audycji było mało i nie udało mi się wyłuskać czegoś na tyle ciekawego, by można było to wyróżnić w ten specjalny sposób.
Playlista 26.07.2011 (Nadrabianie muzycznych zaległości vol.2)
1. Vessels - Recur [Helioscope. 2011]
2. Vessels - Meatman, Piano Tuner, Prostitute [Helioscope. 2011]
3. Maybeshewill - Red Paper Lanterns [I Was Here For a Moment, Then I Was Gone. 2011]
4. Maybeshewill - Critical Distance [I Was Here For a Moment, Then I Was Gone. 2011]
5. Maybeshewill - Farewell Sarajevo [I Was Here For a Moment, Then I Was Gone. 2011]
6. The Pineapple Thief - Dead In The Water (Worldengine Remix) [Show A Little Love EP. 2010]
7. [wreath] - Hiss [Serpent Moves EP. 2011]
8. [wreath] - Sibilance [Serpent Moves EP. 2011]
9. [wreath] - A Few Days Only [Serpent Moves EP. 2011]
10. Isis & Aereogramme - Stolen [In The Fishtank 14. 2006]
11. *shels - The Killing Tent [Sea Of The Dying Dhow. 2007]
Dwie dekady historii Post-Rocka (1999: Part 3):
12. Mogwai - May Nothing But Happiness Come Through Your Door [Come One Die Young. 1999]
13. Cul De Sac - Far Off, The Fabulous Iron Serpent Whistles [Crashes To Light, Minutes To Its Fall. 1999]
14. Cul De Sac - K [Crashes To Light, Minutes To Its Fall. 1999]
15. Lymbyc Systym - Processed Spirits [Field Studies Split EP. 2009]
Pierwsza godzina upłynęła pod dyktando zespołów Post-Rockowych flirtujących namiętnie z elektroniką. Z 2 płyt, które zaprezentowałem w tej części audycji wyżej oceniam dzieło Maybeshewill. Płyta łatwiej wpada w uchu, jest mocno dynamiczna, sample i bity są dawkowane optymalnie i kompozycje mają w sobie coś pociągającego. Wydaje mi się, że ta płyta będzie coraz mocniej zyskiwać w moich uszach. Potencjał ku temu na pewno ma. Helioscope natomiast to wydawnictwo niezłe, ale słabsze od debiutanckiej płyty Vessels. Nie jest to rozczarowanie, gdyż 2 część płyty jest naprawdę dobrym, Post-Rockowym graniem, jednak na mojej ocenie zaważyła nieco słabsza - 1 część albumu.
Gwoździem Programu - minimalistyczny i oszczędny "Stolen" wieńczący rewelacyjna EPkę In The Fishtank 14. Tym samym zwieńczyłem jej prezentowanie na antenie w Post Scriptum (zajęło to ponad 2 lata, a to tylko 3 utwory...).
W krótkich Koncertowych wspominajkach - zespół [wreath] i ich występ na Open Mind Fest Promo Gig. Serdecznie zachęcam do głosowania na ten zespół w głosowaniu na Facebooku. Nagrodą za zwycięstwo jest szansa na nagranie kawałka, który znajdzie się na składance z młodymi, polskimi, zdolnymi zespołami. jest zatem o co walczyć, a [wreath] jako przedstawiciel młodej polskiej sceny progresywnej powinien się z pewnością znaleźć na tej płycie.
Dwie dekady historii Post-Rocka to spotkanie z kącikowymi wyjadaczami. Mogwai zagościł w kąciku historycznym kilka dni temu przy okazji debiutanckie płyty. Tym razem 2 płyta w dyskografii - Come On Die Young. To wydawnictwo różniące się od Mogwai Young Team. Szczerze powiedziawszy moje podejście do tego albumu jest problematyczne. Są na nim 3-4 kompozycje, które przykuwają uwagę. Reszta niestety tak jakby ginie. Nic więc dziwnego, że CODY zostało przyjęte z lekkim rozczarowaniem. Cul De Sac pojawiało się ostatnio w Dwóch dekadach przy okazji albumu ECIM. W ciągu 8 lat, które minęły od czasu wydania tego krążka brzmienie Cul De Sac mocno się zmieniło. moim zdaniem na lepsze. O wiele przyjemniej słucha mi się płyty Crashes To Light, Minutes To Its Fall. niektórzy uważają ją nawet za najlepszą w dyskografii zespołu z Bostonu. Nie pozostaje zatem nic innego jak samemu się o tym przekonać :).
Audycję zamknęła kompozycja ze split EPki Field Studies, na której obok Lymbyc Systym pojawiło się również This Will Destroy You. Już tydzień temu miała ona zamknąć audycję jednak brak czasu spowodował, że właśnie dzisiaj była ostatnim utworem na playliście.
Dzisiejsze podsumowanie bez cytatu na koniec :P. Słów w tej audycji było mało i nie udało mi się wyłuskać czegoś na tyle ciekawego, by można było to wyróżnić w ten specjalny sposób.
wtorek, 7 czerwca 2011
But I guess it doesn’t mean that much to you...
Dawno w Post Scriptum nie gościła jednorazowo tak duża dawka muzyki progresywnej. Za sprawą bogatego programu musiałem też przedłużyć nieco audycję by wszystko co przewidziane - zostało zrealizowane.
Playlista 31.05.2011 (Progresywa w natarciu)
1. Sylvan - Episode 609 [Force Of Gravity. 2009]
2. Paatos - Surrounded [Breathing. 2011]
3. The Pineapple Thief - Wake Up The Dead [Someone Here Is Missing. 2010]
4. The Pineapple Thief - Nothing At Best [Someone Here Is Missing. 2010]
5. Riverside - Beyond The Eyelids [Rapid Eye Movement. 2007]
6. TesseracT - Lament [One. 2011]
7. TesseracT - Eden [One. 2011]
8. Airbag - Colours [Identity. 2009]
9. Jeniferever - Silesia [Silesia. 2011]
Dwie dekady historii Post-Rocka (1997: Part 1):
10. Aerial M - Dazed And Awake [Aerial M. 1997]
11. Aerial M - Compassion For M [Aerial M. 1997]
12. Pell Mell - Headset [Star City. 1997]
13. Pell Mell - Lowlight [Star City. 1997]
14. Tool - Intension [10,000 Days. 2006]
Pierwszą godzinę audycji zdominowała relacja z koncertu zespołu Riverside - ostatniego na krótkiej, jubileuszowej trasie z okazji 10-lecia istnienia zespołu. Na trasę tą zaproszone zostały również 2 zespoły, które przykuły mą uwagę bardziej niż sam solenizant i skłoniły szczerze mówiąc do pojawienia się tego wieczoru w Stodole.
Kilka dni przed audycją w moje łapki wpadła też debiutancka płyta zespołu TesseracT. Po ponad roku oczekiwania - nie zawiodłem się. Świeże dźwięki kategoryzowane przez niektórych jako djent lekko płyną z głośników. Sporo w nich matematyki, żonglowania muzycznymi technikami kompozytorskimi (polimetria, polirytmia, zmienne bardzo szybko metrum itd), ale obok tej technicznej precyzji kluczowe miejsce w muzyce Anglików zajmują emocje. Muzyka to tylko medium - bardzo chwytliwe przyznam medium. W dziedzinie emocjonalnej dużą rolę odgrywa wokalista Dam Tompkins, który swoimi wokalnymi umiejętnościami ubogaca progresywnometalową scenerię nakreślana przez instrumentalistów TesseracT.
Norweski kącik muzyczny to tym razem przepiękna, progresywna ballada. Pochodzący z Oslo Airbag na początku swej muzycznej kariery nosił nawet nazwę The Pink Floyd Experience. Po 15 latach działalności wydali swój debiutancki longplay - Identity. Inspiracje tytanami progresywnego rocka są ewidentne. Norweska inkarnacja Floydów ma swój urok, a ich kompozycje przepełnione są emocjami, głębokimi emocjami.
Muzyczny kącik historyczny był tym razem okazją do zapoznania się z mało znanymi projektami. W pierwszym odcinku podróży po 1997 roku wziąłem na warsztat twórczość Davida Pajo i jednego z jego solowych projektów - Aerial M. Solowe, minimalistyczne i wyważone Post-Rockowe granie z pewnością uspokoi nawet najbardziej krewkiego słuchacza. Drugim zespołem, który pojawił się w kąciku to amerykański Pell Mell - bardzo sympatyczny i nieskomplikowany Post-Rock razem z przyjazną dla ucha płytą Star City - ostatnią w ich muzycznej karierze. Szczerze mogę polecić taką orzeźwiającą muzykę na gorące ostatnio wieczory.
Wybór wyróżnionego cytatu na koniec audycyjnej notki nie był rzeczą prostą za sprawą dużej liczby utworów z występującymi wokalami. Ostatecznie zdecydowałem się na linijki pochodzące z tekstu utworu "Episode 609". Bardzo życiowe i smutne zarazem strofy.
"And why isn't life as easy as it's meant to be?
And why isn't there a happy-end as on TV?
And why..."
by Sylvan.
Playlista 31.05.2011 (Progresywa w natarciu)
1. Sylvan - Episode 609 [Force Of Gravity. 2009]
2. Paatos - Surrounded [Breathing. 2011]
3. The Pineapple Thief - Wake Up The Dead [Someone Here Is Missing. 2010]
4. The Pineapple Thief - Nothing At Best [Someone Here Is Missing. 2010]
5. Riverside - Beyond The Eyelids [Rapid Eye Movement. 2007]
6. TesseracT - Lament [One. 2011]
7. TesseracT - Eden [One. 2011]
8. Airbag - Colours [Identity. 2009]
9. Jeniferever - Silesia [Silesia. 2011]
Dwie dekady historii Post-Rocka (1997: Part 1):
10. Aerial M - Dazed And Awake [Aerial M. 1997]
11. Aerial M - Compassion For M [Aerial M. 1997]
12. Pell Mell - Headset [Star City. 1997]
13. Pell Mell - Lowlight [Star City. 1997]
14. Tool - Intension [10,000 Days. 2006]
Pierwszą godzinę audycji zdominowała relacja z koncertu zespołu Riverside - ostatniego na krótkiej, jubileuszowej trasie z okazji 10-lecia istnienia zespołu. Na trasę tą zaproszone zostały również 2 zespoły, które przykuły mą uwagę bardziej niż sam solenizant i skłoniły szczerze mówiąc do pojawienia się tego wieczoru w Stodole.
Kilka dni przed audycją w moje łapki wpadła też debiutancka płyta zespołu TesseracT. Po ponad roku oczekiwania - nie zawiodłem się. Świeże dźwięki kategoryzowane przez niektórych jako djent lekko płyną z głośników. Sporo w nich matematyki, żonglowania muzycznymi technikami kompozytorskimi (polimetria, polirytmia, zmienne bardzo szybko metrum itd), ale obok tej technicznej precyzji kluczowe miejsce w muzyce Anglików zajmują emocje. Muzyka to tylko medium - bardzo chwytliwe przyznam medium. W dziedzinie emocjonalnej dużą rolę odgrywa wokalista Dam Tompkins, który swoimi wokalnymi umiejętnościami ubogaca progresywnometalową scenerię nakreślana przez instrumentalistów TesseracT.
Norweski kącik muzyczny to tym razem przepiękna, progresywna ballada. Pochodzący z Oslo Airbag na początku swej muzycznej kariery nosił nawet nazwę The Pink Floyd Experience. Po 15 latach działalności wydali swój debiutancki longplay - Identity. Inspiracje tytanami progresywnego rocka są ewidentne. Norweska inkarnacja Floydów ma swój urok, a ich kompozycje przepełnione są emocjami, głębokimi emocjami.
Muzyczny kącik historyczny był tym razem okazją do zapoznania się z mało znanymi projektami. W pierwszym odcinku podróży po 1997 roku wziąłem na warsztat twórczość Davida Pajo i jednego z jego solowych projektów - Aerial M. Solowe, minimalistyczne i wyważone Post-Rockowe granie z pewnością uspokoi nawet najbardziej krewkiego słuchacza. Drugim zespołem, który pojawił się w kąciku to amerykański Pell Mell - bardzo sympatyczny i nieskomplikowany Post-Rock razem z przyjazną dla ucha płytą Star City - ostatnią w ich muzycznej karierze. Szczerze mogę polecić taką orzeźwiającą muzykę na gorące ostatnio wieczory.
Wybór wyróżnionego cytatu na koniec audycyjnej notki nie był rzeczą prostą za sprawą dużej liczby utworów z występującymi wokalami. Ostatecznie zdecydowałem się na linijki pochodzące z tekstu utworu "Episode 609". Bardzo życiowe i smutne zarazem strofy.
"And why isn't life as easy as it's meant to be?
And why isn't there a happy-end as on TV?
And why..."
by Sylvan.
wtorek, 24 maja 2011
The horizon will burn, rise in fire and return to us...
To była bardzo gorąca i obfita w ciężkie dźwięki audycja. Niestety chochlik radiowy nieco pokrzyżował mi plany i nie udało się odtworzyć jednego z utworów w kąciku historycznym. Relacja z koncertu, 2 recenzje płyt (a to dopiero początek długiej listy nowości, które się ukazały w ostatnich dniach), 2 kąciki tematyczne i Gwóźdź Programu. Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie tworząc bardzo zgrabna moim zdaniem całość ;).
Playlista 17.05.2011 (A pretty heavy, Post-Industrial (at large) broadcast)
1. Obscure Sphinx - AIR [Anaesthetic Inhalation Ritual. 2011]
2. Crippled Black Phoenix - Troublemaker [I,Vigilante. 2010]
3. Crippled Black Phoenix - 444 [The Resurrectionists. 2009]
4. Atlantis - Mata Hari's Kiss [Mistress Of Ghosts. 2011]
5. Atlantis - To Catch A Voyeur [Mistress Of Ghosts. 2011]
6. Neurosis - From The Hill [A Sun That Never Sets. 2001]
7. Jesu - Broken Home [Ascension. 2011]
8. Jesu - Black Lies [Ascension. 2011]
9. Motorpsycho - Kill Some Day [Timothy's Monster. 1994]
Dwie dekady historii Post-Rocka (1996: Part 2):
10. Labradford - Mid-Range [Labradford. 1996]
11. Labradford - Pico [Labradford. 1996]
12. Between The Screams - The Manhattan Project [Our Last Days On Earth. 2009]
Niekwestionowanym cytatem audycji zostaje najważniejsze strofy zaczerpnięte z tekstu utworu "Black Lies", oczywiście z nowej płyty Jesu, który spina w 5 minutach cale piękno muzyki tego muzycznego projektu, a i lirycznie bywa bardzo ciekawie:
"You can't see behind their eyes
See their sweet little black lies
Just be careful now
All the times that we held back
Only to find knives in our backs
Just be careful now."
by Justin K. Broadrick.
Playlista 17.05.2011 (A pretty heavy, Post-Industrial (at large) broadcast)
1. Obscure Sphinx - AIR [Anaesthetic Inhalation Ritual. 2011]
2. Crippled Black Phoenix - Troublemaker [I,Vigilante. 2010]
3. Crippled Black Phoenix - 444 [The Resurrectionists. 2009]
4. Atlantis - Mata Hari's Kiss [Mistress Of Ghosts. 2011]
5. Atlantis - To Catch A Voyeur [Mistress Of Ghosts. 2011]
6. Neurosis - From The Hill [A Sun That Never Sets. 2001]
7. Jesu - Broken Home [Ascension. 2011]
8. Jesu - Black Lies [Ascension. 2011]
9. Motorpsycho - Kill Some Day [Timothy's Monster. 1994]
Dwie dekady historii Post-Rocka (1996: Part 2):
10. Labradford - Mid-Range [Labradford. 1996]
11. Labradford - Pico [Labradford. 1996]
12. Between The Screams - The Manhattan Project [Our Last Days On Earth. 2009]
Niekwestionowanym cytatem audycji zostaje najważniejsze strofy zaczerpnięte z tekstu utworu "Black Lies", oczywiście z nowej płyty Jesu, który spina w 5 minutach cale piękno muzyki tego muzycznego projektu, a i lirycznie bywa bardzo ciekawie:
"You can't see behind their eyes
See their sweet little black lies
Just be careful now
All the times that we held back
Only to find knives in our backs
Just be careful now."
by Justin K. Broadrick.
wtorek, 26 kwietnia 2011
Remember all the thankless days...
Po wyczerpującym tygodniu usiadłem w ten ciepły wtorkowy wieczór przed mikrofonem i tak jak się mogłem spodziewać dość mocno się rozgadałem. Wszystko przez koncerty pełne wrażeń i relacje z tychże, które zajęły ponad połowę czasu audycji.
Playlista 19.04.2011 (Kwietniowy wysyp koncertowy)
1. Hammock - Kenotic [Kenotic. 2005]
2. Blackfield - On The Plane [Welcome To My DNA. 2011]
3. Blackfield - Zigota [Welcome To My DNA. 2011]
4. Blackfield - Dissolving With The Night [Welcome To My DNA. 2011]
5. Blackfield - Cloudy Now (Live) [Blackfield. 2004]
6. No-Man - Photographs In Black And White [Together We're Stranger. 2003]
7. Sands Of Sedna - A Serene Sky [ND. 2009 ]
8. God Is An Astronaut - Age Of The Fifth Sun [Age Of The Fifth Sun. 2010]
9. God Is An Astronaut - Forever Lost [All Is Violent, All Is Bright. 2005]
10. Youth Pictures Of Florence Henderson - He Can't Be Dead, I Got His Autograph Last Week [Youth Pictures Of Florence Henderson. 2010]
Dwie dekady historii Post-Rocka (1995: Part 2):
11. Ulan Bator - Cheetach Carnage [Ulan Bator. 1995]
12. Ulan Bator - Cerf-Volant [Ulan Bator. 1995]
13. Manta Ray - I Send To You My Blues [Manta Ray. 1995]
14. Manta Ray - Four Tears In Her Face [Manta Ray. 1995]
Tytułem Gwoździa Programu postanowiłem tym razem uhonorować kompozycję od innego projektu Stevena Wilsona - No-Man. Nieprzypadkowo wybrałem kawałek z płyty Together We're Stranger. jej tytuł coraz bardziej zaczyna mi pasować do otaczającej mnie rzeczywistości jak i jest to również mój ulubiony krążek w dyskografii Anglików.
W Norweskim kąciku muzycznym po raz kolejny sięgnąłem po Post-Rock. Youth Pictures Of Florence Henderson to założony w 2003 w Bodo muzyczny projekt studentów dziennikarstwa z ichniejszego uniwersytetu. Kompozycja, którą przedstawiłem w audycji urzekła mnie swoim pięknem, delikatnością i rzadko spotykaną sztuką umiejętnego połączenia wokali z muzyką, tak by wokal nie ginął wśród instrumentów i nie stawał się jednym z nich, a jednocześnie nie grał pierwszych skrzypiec i na równej płaszczyźnie z instrumentami budował emocjonalną piramidę. Równowaga i harmonia jest zachowana na optymalnym poziomie. Serdecznie polecam :).
Kącik historyczny stał się tym razem okazją do zaprezentowania twórczości dwóch europejskich zespołów, które w 1995 wydały swe debiutanckie albumy. Są to zespoły w dużej mierze zapomniane i niedocenione, więc i mogą się przez to egzotyczne. Fakt faktem ich muzyka nie należy do łatwych. Ulan Bator to projekt, którego korzenie sięgają Paryża i lat 80-tych, kiedy to Olivier Manchion i Amaury Cambuzat zaczęli grać razem. W 1993 powstał zespół, krótko potem zaadoptowali na studio nagraniowe porzuconą kopalnię kredy, w 1995 ukazała się płyta, która jest czystym eksperymentalnym rockiem.
Projekt Manta Ray powstał w 1992 roku w kraju raczej nie kojarzonym z chłodnym, Post-Rockowym brzmieniem - w Hiszpanii. Album wydany w 1995 roku stał się początkiem drogi na tron najważniejszego zespołu Post-Rockowego kraju pomarańczy i corridy. Hiszpanie podobnie jak Francuzi wykorzystują na debiutanckim krążku wokal, aczkolwiek w o wiele większym i śmiałym stopniu. W ich kawałkach można odnaleźć nawet elementy bluesa i folku. Jak przystało na zespół z gorącego kraju utwory są żwawe i żywe. Łatwiej do nich podejść niż do kompozycji Ulan Bator.
Playlista 19.04.2011 (Kwietniowy wysyp koncertowy)
1. Hammock - Kenotic [Kenotic. 2005]
2. Blackfield - On The Plane [Welcome To My DNA. 2011]
3. Blackfield - Zigota [Welcome To My DNA. 2011]
4. Blackfield - Dissolving With The Night [Welcome To My DNA. 2011]
5. Blackfield - Cloudy Now (Live) [Blackfield. 2004]
6. No-Man - Photographs In Black And White [Together We're Stranger. 2003]
7. Sands Of Sedna - A Serene Sky [ND. 2009 ]
8. God Is An Astronaut - Age Of The Fifth Sun [Age Of The Fifth Sun. 2010]
9. God Is An Astronaut - Forever Lost [All Is Violent, All Is Bright. 2005]
10. Youth Pictures Of Florence Henderson - He Can't Be Dead, I Got His Autograph Last Week [Youth Pictures Of Florence Henderson. 2010]
Dwie dekady historii Post-Rocka (1995: Part 2):
11. Ulan Bator - Cheetach Carnage [Ulan Bator. 1995]
12. Ulan Bator - Cerf-Volant [Ulan Bator. 1995]
13. Manta Ray - I Send To You My Blues [Manta Ray. 1995]
14. Manta Ray - Four Tears In Her Face [Manta Ray. 1995]
Tytułem Gwoździa Programu postanowiłem tym razem uhonorować kompozycję od innego projektu Stevena Wilsona - No-Man. Nieprzypadkowo wybrałem kawałek z płyty Together We're Stranger. jej tytuł coraz bardziej zaczyna mi pasować do otaczającej mnie rzeczywistości jak i jest to również mój ulubiony krążek w dyskografii Anglików.
W Norweskim kąciku muzycznym po raz kolejny sięgnąłem po Post-Rock. Youth Pictures Of Florence Henderson to założony w 2003 w Bodo muzyczny projekt studentów dziennikarstwa z ichniejszego uniwersytetu. Kompozycja, którą przedstawiłem w audycji urzekła mnie swoim pięknem, delikatnością i rzadko spotykaną sztuką umiejętnego połączenia wokali z muzyką, tak by wokal nie ginął wśród instrumentów i nie stawał się jednym z nich, a jednocześnie nie grał pierwszych skrzypiec i na równej płaszczyźnie z instrumentami budował emocjonalną piramidę. Równowaga i harmonia jest zachowana na optymalnym poziomie. Serdecznie polecam :).
Kącik historyczny stał się tym razem okazją do zaprezentowania twórczości dwóch europejskich zespołów, które w 1995 wydały swe debiutanckie albumy. Są to zespoły w dużej mierze zapomniane i niedocenione, więc i mogą się przez to egzotyczne. Fakt faktem ich muzyka nie należy do łatwych. Ulan Bator to projekt, którego korzenie sięgają Paryża i lat 80-tych, kiedy to Olivier Manchion i Amaury Cambuzat zaczęli grać razem. W 1993 powstał zespół, krótko potem zaadoptowali na studio nagraniowe porzuconą kopalnię kredy, w 1995 ukazała się płyta, która jest czystym eksperymentalnym rockiem.
Projekt Manta Ray powstał w 1992 roku w kraju raczej nie kojarzonym z chłodnym, Post-Rockowym brzmieniem - w Hiszpanii. Album wydany w 1995 roku stał się początkiem drogi na tron najważniejszego zespołu Post-Rockowego kraju pomarańczy i corridy. Hiszpanie podobnie jak Francuzi wykorzystują na debiutanckim krążku wokal, aczkolwiek w o wiele większym i śmiałym stopniu. W ich kawałkach można odnaleźć nawet elementy bluesa i folku. Jak przystało na zespół z gorącego kraju utwory są żwawe i żywe. Łatwiej do nich podejść niż do kompozycji Ulan Bator.
wtorek, 19 kwietnia 2011
She wants to stay and talk all day...
Wrażeń po koncercie Archive było tak wiele, że aż pobiłem osobiste rekordy w długości wejść. Niemniej jednak i tak jest trudno w tak krótkim czasie streścić aż tyle emocji, które się nagromadziły w ten poniedziałkowy wieczór. Niestety musiałem przez to zrezygnować z jednego kawałka, a pod koniec był istny wyścig z czasem bym nie musiał rezygnować z kolejnego.
Słowem - bardzo rozgadana audycja ;).
Playlista 12.04.2011 (Post-Archive)
1. Clark - Talis [Totems Flare. 2009]
2. Archive - You Make Me Feel [Live At The Zenith. 2007]
3. Archive - The Feeling Of Losing Everything [Controlling Crowds - Part IV. 2009]
4. Archive - Controlling Crowds [Controlling Crowds. 2009]
5. RPWL - Stranger [The RPWL Experience. 2008]
6. Blackfield - Blackfield [Blackfield. 2004]
7. IAMX - Volatile Times [Volatile Times. 2011]
8. God Is An Astronaut - Shadows [God Is An Astronaut. 2008]
9. Neil On Impression - La Città Del Possibile [L'Oceano Delle Onde Che Restano Onde Per Sempre. 2008]
10. Jaga Jazzist - Bananfluer Overalt [One-Armed Bandit. 2010]
Dwie dekady historii Post-Rocka (1995: Part 1):
11. Seefeel - When Face Was Face [Succour. 1995]
12. Seefeel - Vex [Succour. 1995]
13. Bowery Electric - Out Of Phase [Bowery Electric. 1995]
14. Bowery Electric - Long Way Down [Bowery Electric. 1995]
Audycję otworzył jednak utwór, który przez kilka dni poprzedzających audycję krążył w mojej głowie i głośnikach bez przerwy. Mowa o "Talis" z rewelacyjnego krążka Totems Flare. To bez wątpienia najbardziej melancholijny kawałek na albumie. Nijako powiązany lirycznie z "Growls Garden" i reinterpretujący treści tam zawarte z wesołego do lekko dołującego tonu. Oczywiście nie może się przy tym obyć bez potężnych beat blastów, podciągania sampli czyli zabiegów dla Clarka charakterystycznych. Jednak to dopiero wokal wprowadzony tak szeroko na tej płycie wpływa najmocniej na nacechowanie emocjonalne tego utworu. Smutek wylewa się jak smoła z ust pana Chrisa Clarka.
Chwilę potem przyszła pora na główne danie audycji - relację z koncertu Archive w Sali Kongresowej. Wiele słów mi przychodzi do głowy by opisać ten deszczowy wieczór, ale wszystkie można spiąć w wyrażenie, którego wspólnym mianownikiem będą słowa magia, bajeczna atmosfera, piękne światła i poruszający dźwięk. Ciężko to opisać słowami. To należało po prostu zobaczyć na żywo. Koncert zaliczam do jednego z najlepszych, na których miałem okazję być. w swoim życiu.
Zapowiedzi koncertowe tyczyły się 3 wydarzeń, które miały mieć miejsce w Warszawie w ciągu najbliższych 7 dni. Pojawiła się jeszcze jedna przypominajka o koncercie Blackfield - 14 kwietnia, klub Progresja w Warszawie - ceny biletów w tym momencie 110 złotych. Na prawdę warto się wybrać, mimo że nowa płyta rozczarowuje. Mozę też dlatego zapowiedź ubarwiłem kawałkiem z debiutanckiej płyty Blackfield.
W sobotę 16 kwietnia w warszawskiej Stodole wystąpi natomiast wyraźnie lubiący nasz kraj Chris Corner - występujący w projekcie IAMX. Jego koncerty charakteryzuje to, że są wypełnione zabawą i zaskakują scenicznym image Chrisa więc jeśli ktoś chce się pobawić i zarazem popodziwiać Chrisa w niekonwencjonalnych strojach i makijażu to ten koncert jest pozycją obowiązkową. A co do kawałka, to tytułowy "Volatile Times" najbardziej do mnie przemówił z niestety również rozczarowującej nowej płyty IAMX.
Trzeci koncert, który zapowiedziałem to już 18 kwietnia i znowu warszawska Progresja. God Is An Astronaut supportowane przez warszawski skład Sands Of Sedna. Intensywny występ murowany. Bilety w cenie 40/50.
Norweski kącik muzyczny padł tym rzem znanego w świecie ze swojego eksperymentalnego brzmienia projektu Jaga Jazzist. Zespół obracając się wokół jazzu kombinuje mocno z różnymi innymi gatunkami wykorzystując przy tym instrumenty symfoniczne bok tych typowych w jazzie używanych. Popularność zdobyli głównie za sprawą płyty A Livingroom Hush , która w 2002 roku została uznany przez BBC za Najlepszy jazzowy album roku.
W kąciku historycznym rozpoczęliśmy podróż po roku 1995. Na początek 2 zespoły z 2 różnych krańców Post-Rocka. Seefeel to angielski projekt, który mocno romansuje z elektroniką. Ich płyta Succour to miks rockowych eksperymentów i elektronicznych sampli i loopów. Co ciekawe płyta ukazała się w wytwórni Warp Records - znanej brytyjskiej marki zajmującej się szeroko pojętą muzyka elektroniczną. Po przejściu do tej właśnie wytwórni brzmienie Seefeel stało się bardziej mroczne i abstrakcyjne przez co ich muzyka momentami nie jest łatwa w odbiorze. Mimo tego stali się jednym z ważniejszych zespołów z krańców rocka na brytyjskiej scenie muzycznej początku lat 90-tych.
Drugim zespołem, który chciałem zaprezentować w Dwóch dekadach historii Post-Rocka to amerykański zespół Bowery Electric i ich debiutancka płyta o tym samym tytule. Ich muzyka niesamowicie mi wpadła w ucho. Ciężar i mrok, niepokój i przestrzeń, która tłamsi, nieco drone'ingowe podejście do komponowania utworów i brzmienie mocno podszyte shoegaze'ingiem było miodem na me uszy podczas pierwszego przesłuchania. Coś jest w tej muzyce, że tak trafia. Pokazuje też, że Post-Rock z shoegaze'm często idzie w parze i nie jest to wynalazek kilku ostatnich lat. Schyłek panowania i świetności shoegaze'u około roku 1996 i formalne powstanie Post-Rocka w 1994 - to daty graniczne. Część nowych zespołów decydowała się mocno skorzystać z doświadczenia starszych kolegów grających shoegaze i wykorzystać niektóre patenty w swojej muzyce. Bowery Electric na debiucie wykorzystuje też damski wokal (też często spotykany u tuzów shoegaze'u) - to wisienka na torcie i świetne uzupełnienie gitarowego, niskiego brzmienia. Przyznam, że to jedno z moich większych kącikowych odkryć.
Cytat na koniec wędruje oczywiście - do Archive. Nie mogło być inaczej. Mocne i przekonywujące:

"Your love is like no other
I want no other lover
Our love will be forever
You make me feel
You make me feel stronger"
by Danny Griffiths, Darius Keeler, Courage Umaigba of Archive.
Słowem - bardzo rozgadana audycja ;).
Playlista 12.04.2011 (Post-Archive)
1. Clark - Talis [Totems Flare. 2009]
2. Archive - You Make Me Feel [Live At The Zenith. 2007]
3. Archive - The Feeling Of Losing Everything [Controlling Crowds - Part IV. 2009]
4. Archive - Controlling Crowds [Controlling Crowds. 2009]
5. RPWL - Stranger [The RPWL Experience. 2008]
6. Blackfield - Blackfield [Blackfield. 2004]
7. IAMX - Volatile Times [Volatile Times. 2011]
8. God Is An Astronaut - Shadows [God Is An Astronaut. 2008]
9. Neil On Impression - La Città Del Possibile [L'Oceano Delle Onde Che Restano Onde Per Sempre. 2008]
10. Jaga Jazzist - Bananfluer Overalt [One-Armed Bandit. 2010]
Dwie dekady historii Post-Rocka (1995: Part 1):
11. Seefeel - When Face Was Face [Succour. 1995]
12. Seefeel - Vex [Succour. 1995]
13. Bowery Electric - Out Of Phase [Bowery Electric. 1995]
14. Bowery Electric - Long Way Down [Bowery Electric. 1995]
Audycję otworzył jednak utwór, który przez kilka dni poprzedzających audycję krążył w mojej głowie i głośnikach bez przerwy. Mowa o "Talis" z rewelacyjnego krążka Totems Flare. To bez wątpienia najbardziej melancholijny kawałek na albumie. Nijako powiązany lirycznie z "Growls Garden" i reinterpretujący treści tam zawarte z wesołego do lekko dołującego tonu. Oczywiście nie może się przy tym obyć bez potężnych beat blastów, podciągania sampli czyli zabiegów dla Clarka charakterystycznych. Jednak to dopiero wokal wprowadzony tak szeroko na tej płycie wpływa najmocniej na nacechowanie emocjonalne tego utworu. Smutek wylewa się jak smoła z ust pana Chrisa Clarka.
Chwilę potem przyszła pora na główne danie audycji - relację z koncertu Archive w Sali Kongresowej. Wiele słów mi przychodzi do głowy by opisać ten deszczowy wieczór, ale wszystkie można spiąć w wyrażenie, którego wspólnym mianownikiem będą słowa magia, bajeczna atmosfera, piękne światła i poruszający dźwięk. Ciężko to opisać słowami. To należało po prostu zobaczyć na żywo. Koncert zaliczam do jednego z najlepszych, na których miałem okazję być. w swoim życiu.
Zapowiedzi koncertowe tyczyły się 3 wydarzeń, które miały mieć miejsce w Warszawie w ciągu najbliższych 7 dni. Pojawiła się jeszcze jedna przypominajka o koncercie Blackfield - 14 kwietnia, klub Progresja w Warszawie - ceny biletów w tym momencie 110 złotych. Na prawdę warto się wybrać, mimo że nowa płyta rozczarowuje. Mozę też dlatego zapowiedź ubarwiłem kawałkiem z debiutanckiej płyty Blackfield.
W sobotę 16 kwietnia w warszawskiej Stodole wystąpi natomiast wyraźnie lubiący nasz kraj Chris Corner - występujący w projekcie IAMX. Jego koncerty charakteryzuje to, że są wypełnione zabawą i zaskakują scenicznym image Chrisa więc jeśli ktoś chce się pobawić i zarazem popodziwiać Chrisa w niekonwencjonalnych strojach i makijażu to ten koncert jest pozycją obowiązkową. A co do kawałka, to tytułowy "Volatile Times" najbardziej do mnie przemówił z niestety również rozczarowującej nowej płyty IAMX.
Trzeci koncert, który zapowiedziałem to już 18 kwietnia i znowu warszawska Progresja. God Is An Astronaut supportowane przez warszawski skład Sands Of Sedna. Intensywny występ murowany. Bilety w cenie 40/50.
Norweski kącik muzyczny padł tym rzem znanego w świecie ze swojego eksperymentalnego brzmienia projektu Jaga Jazzist. Zespół obracając się wokół jazzu kombinuje mocno z różnymi innymi gatunkami wykorzystując przy tym instrumenty symfoniczne bok tych typowych w jazzie używanych. Popularność zdobyli głównie za sprawą płyty A Livingroom Hush , która w 2002 roku została uznany przez BBC za Najlepszy jazzowy album roku.
W kąciku historycznym rozpoczęliśmy podróż po roku 1995. Na początek 2 zespoły z 2 różnych krańców Post-Rocka. Seefeel to angielski projekt, który mocno romansuje z elektroniką. Ich płyta Succour to miks rockowych eksperymentów i elektronicznych sampli i loopów. Co ciekawe płyta ukazała się w wytwórni Warp Records - znanej brytyjskiej marki zajmującej się szeroko pojętą muzyka elektroniczną. Po przejściu do tej właśnie wytwórni brzmienie Seefeel stało się bardziej mroczne i abstrakcyjne przez co ich muzyka momentami nie jest łatwa w odbiorze. Mimo tego stali się jednym z ważniejszych zespołów z krańców rocka na brytyjskiej scenie muzycznej początku lat 90-tych.
Drugim zespołem, który chciałem zaprezentować w Dwóch dekadach historii Post-Rocka to amerykański zespół Bowery Electric i ich debiutancka płyta o tym samym tytule. Ich muzyka niesamowicie mi wpadła w ucho. Ciężar i mrok, niepokój i przestrzeń, która tłamsi, nieco drone'ingowe podejście do komponowania utworów i brzmienie mocno podszyte shoegaze'ingiem było miodem na me uszy podczas pierwszego przesłuchania. Coś jest w tej muzyce, że tak trafia. Pokazuje też, że Post-Rock z shoegaze'm często idzie w parze i nie jest to wynalazek kilku ostatnich lat. Schyłek panowania i świetności shoegaze'u około roku 1996 i formalne powstanie Post-Rocka w 1994 - to daty graniczne. Część nowych zespołów decydowała się mocno skorzystać z doświadczenia starszych kolegów grających shoegaze i wykorzystać niektóre patenty w swojej muzyce. Bowery Electric na debiucie wykorzystuje też damski wokal (też często spotykany u tuzów shoegaze'u) - to wisienka na torcie i świetne uzupełnienie gitarowego, niskiego brzmienia. Przyznam, że to jedno z moich większych kącikowych odkryć.
Cytat na koniec wędruje oczywiście - do Archive. Nie mogło być inaczej. Mocne i przekonywujące:

"Your love is like no other
I want no other lover
Our love will be forever
You make me feel
You make me feel stronger"
by Danny Griffiths, Darius Keeler, Courage Umaigba of Archive.
wtorek, 5 kwietnia 2011
Falling from the heavens like crystal feather...
Powróciłem do Post Scriptum przynosząc ze sobą do studia dużą porcję Post-Rocka. Z racji koncertu pojawiła się tez obowiązkowa relacja z koncertu Immanu El.
Playlista 29.03.2011 (Post in Post Scriptum is back)
1. September Malevolence - Destenies 'Ol Destinies [Surviving Destinies EP. 2004]
2. Immanu El - Hogamon One [Moen. 2009]
3. Immanu El - Hogamon Two [Moen. 2009]
4. Immanu El - Astral Days [They'll Come They Come. 2007]
5. Immanu El - Kosmonaut [They'll Come They Come. 2007)]
6. Nine Inch Nails - Beside You In Time [With Teeth. 2005]
7. The Evpatoria Report - Cosmic Call [Golevka. 2005]
8. Dorena - I Huset Jag Växte Upp [Holofon. 2009]
9. Flunk - Spring To Kingdom Come [Morning Star. 2004]
Dwie dekady historii Post-Rocka (1994: Part 2):
10. Bark Psychosis - Big Shot [Hex. 1994]
11. Laika - Sugar Daddy [Silver Apples Of The Moon. 1994]
12. Dirty Three - Better Go Home Now [Dirty Three. 1994]
13. Dirty Three - Dirty Equation [Dirty Three. 1994]
14. Ostinato - Annotation [Left Too Far Behind. 2004]
To ja zacznę może nietypowo - od Gwoździa Programu. Wybrałem tym razem epickie brzmienie szwajcarskiej kapeli The Evpatoria Report. Kosmiczna kompozycja dobrze pasuje do atmosfery post-koncertowego wspominania poprzedniego tygodnia i wizyty w Hydrozagadce. Sam występ - jak można by było się spodziewać rozpoczął się z 45 minutowym poślizgiem. Ale to akurat nie jest najważniejsze. Był to mój 3 koncert Immanu Ela i muszę stwierdzić, że był najlepszy. Idąc do Hydrozagadki trochę się bałem, bo rzadko mi się zdarza być 3 raz na koncercie tego samego zespołu. Bałem się spowszednienia. Bałem się też z innych powodów, bo Immanu El od pewnego czasu kojarzy mi się z pewną osobliwą traumą (trochę fatum się na bazie tego zbudowało). Więc był to nijako koncert na przełamanie. Odnoszę wrażenie, ze to przełamanie się udało. Dostałem od Szwedów 75 minut muzyki, 2 bisy (jak podkreślił sam zespół zdarza się to bardzo rzadko), 2 nowe kawałki z nadchodzącej płyty (które zwiastują naprawdę dobry album), która ma się ukazać jesienią i ma zawierać 8 zupełnie nowych kompozycji. Na żywo wywarły one na mnie bardzo dobre wrażenie. Co ciekawe jeden z zaprezentowanych utworów nie ma jeszcze tytułu i słów. Zespół ustami Claes Strängberga zaprosił nawet publiczność, żeby po koncercie podejść do stoiska z merchem i podzielić sięswoimi sugestiami i pomysłami. Setlista z koncertu też dla mnie osobiście była bardzo dobra - przekrojowo pokazywała twórczość Immanu Ela - "Under Your Wings I'll Hide" i "Astral Days" (świetne stroboskopy i o wiele bardziej agresywna aranżacja w porównaniu do nagrania studyjnego) z debiutanckiego albumu, "Tunnel" i "Agnes Days" z Moen, do tego dwa nowe kawałki, "Panda" na pierwszy bis i kilka innych utworów - nie mam prawa narzekać. Zespół też pokazał, że lubi do Polski przyjeżdżać i na pewno tu wróci na trasie promującej kolejny album. Publiczność też ciepło przyjęła muzyków. To co mi się zawsze podobało na koncertach Szwedów to atmosfera - intymna, bliska, romantyczna, kameralna. Bez barierek odgradzających muzyków. Bez tłoku i przepychanek - bo każdy ma miejsce by w spokoju kontemplować muzykę. Dźwięki tulą ciepło publiczność. Akcenty są dobrze wyważone. Napięcie poprawnie budowane i aranżacje - z pazurem wykonane. Czy warto się wybierać kolejny raz? Zdecydowanie tak. Najlepiej z drugą połówką - wrażenia zdublowane!
W Norweskim kąciku muzycznym wystąpiła znana na świecie elektroniczna formacja Flunk. Muszę przyznać, że zapomniałem o niej na długi czas i dopiero radiowa koleżanka mi o niej przypomniała jakiś czas temu. Stwierdziłem, że w otoczeniu takich spokojnych zespołów jak Immanu El i Bark Psychosis, Flunk będzie dobrym tematycznym (muzycznie) dopełnieniem audycji. Zespół powstał w Oslo w 2000 i tam rezyduje do dziś. Trip-Hop w ich wykonaniu jest mocno inspirowany osiągnięciami Massive Attack. Często też u Flunk słychać delikatny damski wokal. Generalnie jest to bardzo przyjemna propozycja z kraju Wikingów.
Zgodnie z zapowiedzią sprzed 2 tygodni Dwie dekady historii Post-Rocka rozpoczął utwór z płyty Hex. Po nim pojawiły się utwory zespołów, które również chciałbym wyróżnić na tle 1994 roku. Na początek - brytyjska Laika. Nazwa oczywiście jest inspirowana psem Łajką - pierwszego zwierzęcia w kosmosie. Ta założona przez byłych członków zespołu Moonshake formacja charakteryzowała się dość organicznym brzmieniem jak na zespół wykorzystujący w swojej muzyce tak potężną porcję elektroniki. Koncept pozostał ten sam - bajeczne damskie wokale i głównie elektroniczne kompozycje. Jednak wykorzystanie "żywej" perkusji, bębnów i sampli, które są dopełnieniem do żywego instrumentarium sprawiło, że słuchając Laiki mam wrażenie, że brzmienie tego zespołu jest autentyczne, nieco garażowe, momentami skoczne i żywe (polirytmiczny miks bitów). Muzyka wydaje się bardzo prosta, ale jest mocno teksturalna w istocie.
Drugim zespołem, który zagościł w kąciku było australijskie trio Dirty Three. Czy to trio jest wredne i brudne? Nie wiem. Fakt faktem ich muzyka jest momentami brudna i ciężka. Nie chodzi tu o mocno przesterowane gitary. Pierwsze skrzypce w zespole grają bowiem... skrzypce. Warren Ellis, który na skrzypcach wygrywa naprawdę karkołomne solówki (muzyk z klasycznym, wyższym wykształceniem) do spółki z Mickiem Turnerem (gitara) i Jimem Whitem (perkusja) w 1993 założył w Melbourne projekt, w którym wpływy folku są niemal tak silne jak Post-Rocka. Debiutancki album potwierdza to doskonale. O czym warto wspomnieć Ellis na 1 koncercie grupy przylepił do swoich skrzypiec gitarową przystawkę nadając swojemu instrumentowi, mocne, przesterowane brzmienie. Być może to właśnie to od brzmienia zespół przybrał nazwę Dirty Three - trójka muzyków grająca odbiegają1e od klasycznych, czystych dźwięki. Zespół szybko wrósł z scenę Melbourne i stał się inspiracją dla wielu Post-Rockowych zespołów, które masowo zaczęły powstawać kilka lat później.
Cytat na koniec wędruje do dawno nie słyszanego w audycji Trenta Reznora. Nie mogłem sobie odmówić przyjemności przyniesienia, któregoś z utworów pochodzących z płyty With Teeth, która dostałem w prezencie na urodziny. Wybór padł na przewrotne "Beside You In Time" - kawałek, który bardzo mi się podoba za sprawą samego brzmienia (spokojny początek, dojście do punktu kulminacyjnego stopniowo zwiększając napięcie i elektroniczna kanonada prowadząca do końca), jak i metaforycznego tekstu, w którego wgryzienie się i zrozumienie - nie jest wcale takie łatwe:
"Now that I've decided not to stay
I can feel me start to fade away
Everything is back where it belongs."
by Trent Reznor.
Playlista 29.03.2011 (Post in Post Scriptum is back)
1. September Malevolence - Destenies 'Ol Destinies [Surviving Destinies EP. 2004]
2. Immanu El - Hogamon One [Moen. 2009]
3. Immanu El - Hogamon Two [Moen. 2009]
4. Immanu El - Astral Days [They'll Come They Come. 2007]
5. Immanu El - Kosmonaut [They'll Come They Come. 2007)]
6. Nine Inch Nails - Beside You In Time [With Teeth. 2005]
7. The Evpatoria Report - Cosmic Call [Golevka. 2005]
8. Dorena - I Huset Jag Växte Upp [Holofon. 2009]
9. Flunk - Spring To Kingdom Come [Morning Star. 2004]
Dwie dekady historii Post-Rocka (1994: Part 2):
10. Bark Psychosis - Big Shot [Hex. 1994]
11. Laika - Sugar Daddy [Silver Apples Of The Moon. 1994]
12. Dirty Three - Better Go Home Now [Dirty Three. 1994]
13. Dirty Three - Dirty Equation [Dirty Three. 1994]
14. Ostinato - Annotation [Left Too Far Behind. 2004]
To ja zacznę może nietypowo - od Gwoździa Programu. Wybrałem tym razem epickie brzmienie szwajcarskiej kapeli The Evpatoria Report. Kosmiczna kompozycja dobrze pasuje do atmosfery post-koncertowego wspominania poprzedniego tygodnia i wizyty w Hydrozagadce. Sam występ - jak można by było się spodziewać rozpoczął się z 45 minutowym poślizgiem. Ale to akurat nie jest najważniejsze. Był to mój 3 koncert Immanu Ela i muszę stwierdzić, że był najlepszy. Idąc do Hydrozagadki trochę się bałem, bo rzadko mi się zdarza być 3 raz na koncercie tego samego zespołu. Bałem się spowszednienia. Bałem się też z innych powodów, bo Immanu El od pewnego czasu kojarzy mi się z pewną osobliwą traumą (trochę fatum się na bazie tego zbudowało). Więc był to nijako koncert na przełamanie. Odnoszę wrażenie, ze to przełamanie się udało. Dostałem od Szwedów 75 minut muzyki, 2 bisy (jak podkreślił sam zespół zdarza się to bardzo rzadko), 2 nowe kawałki z nadchodzącej płyty (które zwiastują naprawdę dobry album), która ma się ukazać jesienią i ma zawierać 8 zupełnie nowych kompozycji. Na żywo wywarły one na mnie bardzo dobre wrażenie. Co ciekawe jeden z zaprezentowanych utworów nie ma jeszcze tytułu i słów. Zespół ustami Claes Strängberga zaprosił nawet publiczność, żeby po koncercie podejść do stoiska z merchem i podzielić sięswoimi sugestiami i pomysłami. Setlista z koncertu też dla mnie osobiście była bardzo dobra - przekrojowo pokazywała twórczość Immanu Ela - "Under Your Wings I'll Hide" i "Astral Days" (świetne stroboskopy i o wiele bardziej agresywna aranżacja w porównaniu do nagrania studyjnego) z debiutanckiego albumu, "Tunnel" i "Agnes Days" z Moen, do tego dwa nowe kawałki, "Panda" na pierwszy bis i kilka innych utworów - nie mam prawa narzekać. Zespół też pokazał, że lubi do Polski przyjeżdżać i na pewno tu wróci na trasie promującej kolejny album. Publiczność też ciepło przyjęła muzyków. To co mi się zawsze podobało na koncertach Szwedów to atmosfera - intymna, bliska, romantyczna, kameralna. Bez barierek odgradzających muzyków. Bez tłoku i przepychanek - bo każdy ma miejsce by w spokoju kontemplować muzykę. Dźwięki tulą ciepło publiczność. Akcenty są dobrze wyważone. Napięcie poprawnie budowane i aranżacje - z pazurem wykonane. Czy warto się wybierać kolejny raz? Zdecydowanie tak. Najlepiej z drugą połówką - wrażenia zdublowane!
W Norweskim kąciku muzycznym wystąpiła znana na świecie elektroniczna formacja Flunk. Muszę przyznać, że zapomniałem o niej na długi czas i dopiero radiowa koleżanka mi o niej przypomniała jakiś czas temu. Stwierdziłem, że w otoczeniu takich spokojnych zespołów jak Immanu El i Bark Psychosis, Flunk będzie dobrym tematycznym (muzycznie) dopełnieniem audycji. Zespół powstał w Oslo w 2000 i tam rezyduje do dziś. Trip-Hop w ich wykonaniu jest mocno inspirowany osiągnięciami Massive Attack. Często też u Flunk słychać delikatny damski wokal. Generalnie jest to bardzo przyjemna propozycja z kraju Wikingów.
Zgodnie z zapowiedzią sprzed 2 tygodni Dwie dekady historii Post-Rocka rozpoczął utwór z płyty Hex. Po nim pojawiły się utwory zespołów, które również chciałbym wyróżnić na tle 1994 roku. Na początek - brytyjska Laika. Nazwa oczywiście jest inspirowana psem Łajką - pierwszego zwierzęcia w kosmosie. Ta założona przez byłych członków zespołu Moonshake formacja charakteryzowała się dość organicznym brzmieniem jak na zespół wykorzystujący w swojej muzyce tak potężną porcję elektroniki. Koncept pozostał ten sam - bajeczne damskie wokale i głównie elektroniczne kompozycje. Jednak wykorzystanie "żywej" perkusji, bębnów i sampli, które są dopełnieniem do żywego instrumentarium sprawiło, że słuchając Laiki mam wrażenie, że brzmienie tego zespołu jest autentyczne, nieco garażowe, momentami skoczne i żywe (polirytmiczny miks bitów). Muzyka wydaje się bardzo prosta, ale jest mocno teksturalna w istocie.
Drugim zespołem, który zagościł w kąciku było australijskie trio Dirty Three. Czy to trio jest wredne i brudne? Nie wiem. Fakt faktem ich muzyka jest momentami brudna i ciężka. Nie chodzi tu o mocno przesterowane gitary. Pierwsze skrzypce w zespole grają bowiem... skrzypce. Warren Ellis, który na skrzypcach wygrywa naprawdę karkołomne solówki (muzyk z klasycznym, wyższym wykształceniem) do spółki z Mickiem Turnerem (gitara) i Jimem Whitem (perkusja) w 1993 założył w Melbourne projekt, w którym wpływy folku są niemal tak silne jak Post-Rocka. Debiutancki album potwierdza to doskonale. O czym warto wspomnieć Ellis na 1 koncercie grupy przylepił do swoich skrzypiec gitarową przystawkę nadając swojemu instrumentowi, mocne, przesterowane brzmienie. Być może to właśnie to od brzmienia zespół przybrał nazwę Dirty Three - trójka muzyków grająca odbiegają1e od klasycznych, czystych dźwięki. Zespół szybko wrósł z scenę Melbourne i stał się inspiracją dla wielu Post-Rockowych zespołów, które masowo zaczęły powstawać kilka lat później.
Cytat na koniec wędruje do dawno nie słyszanego w audycji Trenta Reznora. Nie mogłem sobie odmówić przyjemności przyniesienia, któregoś z utworów pochodzących z płyty With Teeth, która dostałem w prezencie na urodziny. Wybór padł na przewrotne "Beside You In Time" - kawałek, który bardzo mi się podoba za sprawą samego brzmienia (spokojny początek, dojście do punktu kulminacyjnego stopniowo zwiększając napięcie i elektroniczna kanonada prowadząca do końca), jak i metaforycznego tekstu, w którego wgryzienie się i zrozumienie - nie jest wcale takie łatwe:
"Now that I've decided not to stay
I can feel me start to fade away
Everything is back where it belongs."
by Trent Reznor.
wtorek, 14 grudnia 2010
Without this, you'll sink, you'll never see the sky...
W sumie całkiem ładna audycja wyszła tego dnia. Dobrze mi się prowadziło, temat choć ciężki dał jednak wiatr w żagle. Audycja z gatunków tych kontrastowych. Pierwsza godzina minęła pod znakiem łomotu i mocnego doświadczania bębenków. Potem już było spokojniej i Post- Hardcore ustąpił miejsca rockowi progresywnemu i Post-Rockowi, który klimatycznie zamknął audycję.
Playlista 07.12.2010 (Zawodów ciąg dalszy)
1. Dredg - Jamais Vu [Catch Without Arms. 2005]
2. Ghost Brigade - Deliberately [Guided By Fire. 2007]
3. Ghost Brigade - Birth [Isolation Songs. 2009]
4. Ghost Brigade - Concealed Revulsions [Isolation Songs. 2009]
5. Devil Sold His Soul - Frozen [Blessed & Cursed. 2010]
6. Tool - Reflection [Lateralus. 2001]
7. Forma - Away [Demo. 2009]
8. The Black Noodle Project - The World We Live In [Ready To Go. 2010]
9. Sylvan - Deep Inside [Leaving Backstage. 2008]
10. Maserati - Pyramid Of The Sun [Pyramid Of The Sun. 2010]
11. Maserati - Oaxaca [Pyramid Of The Sun. 2010]
12. Red Light Chamber Choir - Strangers In Matching Suits [The Silent Ballet Compilation Volume V: I Let My Fears Get The Best Of Me. 2007]
Audycję otworzył żywiołowy utwór Kalifornijczyków z Dredg. To miał być przedsmak i całkiem miłe, rozgrzewające wprowadzenie w pierwszą godzinę audycję.
Pierwszy na rożen powędrował tematyczny kącik. Odkryciem miesiąca listopada został fiński zespół Ghost Brigade. Zespół, którego styl to bardzo chwytliwa mieszanina progresywnego metalu, Sludge metalu i Post-Hardcore'u, wywarł na mnie wielki wpływ w listopadzie. Zespół poznałem za sprawą audycji I'm stuck between, więc po raz kolejny się zdarza, że nie jest to moje samodzielne odkrycie. Kolejną przesłanką do nagrodzenia tego zespołu tym tytułem było znaczne podobieństwo muzyczne do Devil Sold His Soul. Wiele miesięcy szukałem zespołu o podobnej muzycznej charakterystyce, ale ze znacznie większym wykorzystaniem czystych wokali. Ghost Brigade owszem ma też mocniejsze wokalne fragmenty - czysto growlingowe bądź też w stylu screamo, ale i tak czysty wokal stanowi ważny element ich zwartych kompozycji. Z płyt na początek serdecznie poleciłbym ich ostatnie dzieło - czyli longplay Isolations Songs, który tak naprawdę kupił moje serce i zainteresował głębiej samą kapelą.
W takim układzie musiała się też pojawić propozycja od Diabła, który zaprzedał własną duszę. Ciekawa refleksja mi się w tym momencie udzieliła. Że właściwie to nie tylko diabeł może tak nisko upaść, by się zaprzedać. Może to też zrobić anioł. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że anioł potrafi się sprzedać za mniejszą kwotę niż diabeł. Jakież to życie bywa przewrotne w swojej historii. W każdym razie "Frozen" to kolejny świetny kawałek z ostatniej płyty DSHSu.
Gwoździem Programu była tym razem kompozycja Toola. Długi i mroczny kawałek przedzielił audycję na 2 części i zamknął w audycji etap wypluwania z siebie emocji za pomocą "niedźwiedzich ryków".
Sporą część 2 godziny wypełniła relacja z koncertu, który się odbył 3 grudnia w warszawskim klubie Progresja. Mowa o progresywnym wieczorze z 3 kapelami. Pierwsza na deski małej sceny wyszła polska formacja Froma. Dała ona całkiem miły, ponad półgodzinny występ. Z tego, co się później dowiedziałem, zespół był jednak nie do końca zadowolony z samego występu. Ja osobiście oceniam go dobrze i będę obserwował dalszy rozwój tej rodzimej kapeli.
Następnie na deskach pojawili się sympatyczni Francuzi z The Black Noodle Project. Zaskoczyli oni znakomitą znajomością polskiego języka i dobrym występem, który dla wielu był najważniejszym koncertem tego wieczoru. ja przyznam się, że szedłem na ten koncert nie znając wcześniejszej twórczości "klusek" - jak to pieszczotliwie się ich czasami określa. Czasami wolę najpierw poznać supportujące zespoły od tej koncertowej strony - a nuż się mile zaskoczę. Tak właśnie było tym razem. Ponad godzinny koncert z utworami będącymi mieszanką progresywnego rocka i metalu bardzo mi przypadł do gustu jak i tez najbardziej się w niego wczułem. Zespół został entuzjastycznie pożegnany przez publiczność.
W okolicach 23:30 na scenie pojawił się Sylvan. Ludzie jednak już powoli zaczęli opuszczać Progresję. Wyszła prawda na jaw, na kogo tak na prawdę przyszli. Mnie Sylvan szczerze mówiąc rozczarował. Spodziewałem się czegoś więcej. Setlista była mocno średnia i w dużej mierze przesycona mniej lubianymi przeze mnie kawałkami z ostatniej płyty Force Of Gravity. Miałem problem z wczuciem się w ten koncertowy rytm i dźwięki, które wydawały mi się ciągle takie same. Zespół grał jakieś 80 minut po czym zszedł ze sceny. Krótko biorąc pod uwagę ich możliwości i bogactwo materiału.
Niestety cały ten wieczór uminał tez pod znakiem sporego - półtoragodzinnego opóźnienia, które niewątpliwie miało wpływ na frekwencję na koncercie gwiazdy wieczoru. Do końca Sylvana dotrwało jedynie połowa osób, które bawiło się na The Black Noodle Project. Mam nadzieję, że przy następnej wizycie Niemców w Polsce dadzą z siebie oni nieco więcej.
Pod koniec pojawiła się tez zapowiadana, krótka recenzja nowiutkiej płyty Maserati - Piramid Of The Sun. Płyta to hołd złożony zmarłemu perkusiście - Jerry'emu Fuchsowi. Jego niedokończone myśli i koncepcje zostały wykorzystane na tej płycie, która swoja świeżością i zaskakującym rytmem, bardzo mile mnie zaskoczyła. Czegoś takiego po Maserati się nie spodziewałem. Połączyć Post-Rock z psychodelicznym dance'm i Krautrockiem to duża sztuka. Utwory na tym wydawnictwie obok charakterystycznego dla Maserati, motorycznego rytmu, charakteryzuje jeszcze jedno - swoista radosna i pocieszna atmosfera. Dawno nie słyszałem Post-Rockowej płyty, której się tak radośnie i z uśmiechem na twarzy słuchało. Śmiem nawet powiedzieć, że większość kawałków sprawdziłoby się na nie jednej imprezie. Słowem - pozycja obowiązkowa i jedno z milszych zaskoczeń powoli mijającego 2010 roku.
Playlista 07.12.2010 (Zawodów ciąg dalszy)
1. Dredg - Jamais Vu [Catch Without Arms. 2005]
2. Ghost Brigade - Deliberately [Guided By Fire. 2007]
3. Ghost Brigade - Birth [Isolation Songs. 2009]
4. Ghost Brigade - Concealed Revulsions [Isolation Songs. 2009]
5. Devil Sold His Soul - Frozen [Blessed & Cursed. 2010]
6. Tool - Reflection [Lateralus. 2001]
7. Forma - Away [Demo. 2009]
8. The Black Noodle Project - The World We Live In [Ready To Go. 2010]
9. Sylvan - Deep Inside [Leaving Backstage. 2008]
10. Maserati - Pyramid Of The Sun [Pyramid Of The Sun. 2010]
11. Maserati - Oaxaca [Pyramid Of The Sun. 2010]
12. Red Light Chamber Choir - Strangers In Matching Suits [The Silent Ballet Compilation Volume V: I Let My Fears Get The Best Of Me. 2007]
Audycję otworzył żywiołowy utwór Kalifornijczyków z Dredg. To miał być przedsmak i całkiem miłe, rozgrzewające wprowadzenie w pierwszą godzinę audycję.
Pierwszy na rożen powędrował tematyczny kącik. Odkryciem miesiąca listopada został fiński zespół Ghost Brigade. Zespół, którego styl to bardzo chwytliwa mieszanina progresywnego metalu, Sludge metalu i Post-Hardcore'u, wywarł na mnie wielki wpływ w listopadzie. Zespół poznałem za sprawą audycji I'm stuck between, więc po raz kolejny się zdarza, że nie jest to moje samodzielne odkrycie. Kolejną przesłanką do nagrodzenia tego zespołu tym tytułem było znaczne podobieństwo muzyczne do Devil Sold His Soul. Wiele miesięcy szukałem zespołu o podobnej muzycznej charakterystyce, ale ze znacznie większym wykorzystaniem czystych wokali. Ghost Brigade owszem ma też mocniejsze wokalne fragmenty - czysto growlingowe bądź też w stylu screamo, ale i tak czysty wokal stanowi ważny element ich zwartych kompozycji. Z płyt na początek serdecznie poleciłbym ich ostatnie dzieło - czyli longplay Isolations Songs, który tak naprawdę kupił moje serce i zainteresował głębiej samą kapelą.
W takim układzie musiała się też pojawić propozycja od Diabła, który zaprzedał własną duszę. Ciekawa refleksja mi się w tym momencie udzieliła. Że właściwie to nie tylko diabeł może tak nisko upaść, by się zaprzedać. Może to też zrobić anioł. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że anioł potrafi się sprzedać za mniejszą kwotę niż diabeł. Jakież to życie bywa przewrotne w swojej historii. W każdym razie "Frozen" to kolejny świetny kawałek z ostatniej płyty DSHSu.
Gwoździem Programu była tym razem kompozycja Toola. Długi i mroczny kawałek przedzielił audycję na 2 części i zamknął w audycji etap wypluwania z siebie emocji za pomocą "niedźwiedzich ryków".
Sporą część 2 godziny wypełniła relacja z koncertu, który się odbył 3 grudnia w warszawskim klubie Progresja. Mowa o progresywnym wieczorze z 3 kapelami. Pierwsza na deski małej sceny wyszła polska formacja Froma. Dała ona całkiem miły, ponad półgodzinny występ. Z tego, co się później dowiedziałem, zespół był jednak nie do końca zadowolony z samego występu. Ja osobiście oceniam go dobrze i będę obserwował dalszy rozwój tej rodzimej kapeli.
Następnie na deskach pojawili się sympatyczni Francuzi z The Black Noodle Project. Zaskoczyli oni znakomitą znajomością polskiego języka i dobrym występem, który dla wielu był najważniejszym koncertem tego wieczoru. ja przyznam się, że szedłem na ten koncert nie znając wcześniejszej twórczości "klusek" - jak to pieszczotliwie się ich czasami określa. Czasami wolę najpierw poznać supportujące zespoły od tej koncertowej strony - a nuż się mile zaskoczę. Tak właśnie było tym razem. Ponad godzinny koncert z utworami będącymi mieszanką progresywnego rocka i metalu bardzo mi przypadł do gustu jak i tez najbardziej się w niego wczułem. Zespół został entuzjastycznie pożegnany przez publiczność.
W okolicach 23:30 na scenie pojawił się Sylvan. Ludzie jednak już powoli zaczęli opuszczać Progresję. Wyszła prawda na jaw, na kogo tak na prawdę przyszli. Mnie Sylvan szczerze mówiąc rozczarował. Spodziewałem się czegoś więcej. Setlista była mocno średnia i w dużej mierze przesycona mniej lubianymi przeze mnie kawałkami z ostatniej płyty Force Of Gravity. Miałem problem z wczuciem się w ten koncertowy rytm i dźwięki, które wydawały mi się ciągle takie same. Zespół grał jakieś 80 minut po czym zszedł ze sceny. Krótko biorąc pod uwagę ich możliwości i bogactwo materiału.
Niestety cały ten wieczór uminał tez pod znakiem sporego - półtoragodzinnego opóźnienia, które niewątpliwie miało wpływ na frekwencję na koncercie gwiazdy wieczoru. Do końca Sylvana dotrwało jedynie połowa osób, które bawiło się na The Black Noodle Project. Mam nadzieję, że przy następnej wizycie Niemców w Polsce dadzą z siebie oni nieco więcej.
Pod koniec pojawiła się tez zapowiadana, krótka recenzja nowiutkiej płyty Maserati - Piramid Of The Sun. Płyta to hołd złożony zmarłemu perkusiście - Jerry'emu Fuchsowi. Jego niedokończone myśli i koncepcje zostały wykorzystane na tej płycie, która swoja świeżością i zaskakującym rytmem, bardzo mile mnie zaskoczyła. Czegoś takiego po Maserati się nie spodziewałem. Połączyć Post-Rock z psychodelicznym dance'm i Krautrockiem to duża sztuka. Utwory na tym wydawnictwie obok charakterystycznego dla Maserati, motorycznego rytmu, charakteryzuje jeszcze jedno - swoista radosna i pocieszna atmosfera. Dawno nie słyszałem Post-Rockowej płyty, której się tak radośnie i z uśmiechem na twarzy słuchało. Śmiem nawet powiedzieć, że większość kawałków sprawdziłoby się na nie jednej imprezie. Słowem - pozycja obowiązkowa i jedno z milszych zaskoczeń powoli mijającego 2010 roku.
Etykiety:
Koncertowe wspominajki,
Odkrycie miesiąca,
Playlisty
wtorek, 23 listopada 2010
"Those who cannot remember the past are condemned to repeat it."...
Tematycznie tą audycję można uznać za kontynuację z poprzedniego tygodnia. Znów przez eter przelała się ta sama rzeka smutku, przygnębienia i melancholii. Żeby tego było mało w audycji zagościła relacja z koncertu, o którym była mowa w zapowiedzi. A wcale taki wesoły i optymistyczny to on w mojej osobistej psychicznej percepcji nie był.
Playlista 16.11.2010 (Introspektywne spojrzenie w przeszłość)
1. Marillion - A Voice From The Past [Somewhere Else. 2007]
2. NAO - Wykres Lęku Z Placu Zabaw [Demo. 2007]
3. Obscure Sphinx - Echo Of Nihil [Unreleased. 2010]
4. Letters From Silence - Pockets Full Of Sand [Letters From Silence EP. 2010]
5. Tides From Nebula - Purr [Aura. 2009]
6. Gifts From Enola - Rearview [Gifts From Enola. 2010]
7. Crippled Black Phoenix - We Forgotten Who We Are [I, Vigilante. 2010]
8. No-Man - Things Change [Flowermouth. 1994]
9. Death Cab For Cutie - We Looked Like Giants [Transatlanticism. 2003]
10. A Perfect Circle - Passive [eMOTIVe. 2004]
11. Placebo - Special Needs [Sleeping With Ghosts. 2003]
12. Kidneythieves - Placebø [Zerøspace. 2002]
13. Antimatter - Dream [Lights Out. 2003]
Audycję otworzył utwór zdobywającego coraz większą popularność w audycji zespołu Marillion. Tytuł miał już od samego początku wprowadzić słuchaczy w klimat Post Scriptum. Kolejnej zaangażowanej emocjonalnie odsłony. Jednakże zanim z głośników wystrzeliła kanonada z potężnych emocjonalnych dział, w audycji pojawiła się krótka relacja z koncertu w warszawskiej Progresji i podobnie jak w sobotę, również w audycji zagościły 4 zespoły, które zagrały na dużej scenie tego muzycznego klubu.
Pierwsza pojawiła się formacja NAO. Zespół jest na etapie nagrywania debiutanckiego albumu długogrającego, wiec koncert był doskonałą szansą do zakomunikowania tego faktu wielu ludziom jeszcze nie znającym muzyki tej grupy, która oscyluje wokół szeroko pojętego rocku eksperymentalnego. Co do samego koncertu to na pewno mogę pochwalić dobre nagłośnienie i wysunięty trochę do przodu wokal Edyty Glińskiej, która mogła w ten sposób mocniej zaprezentować swe wokalne możliwości wspomaganymi elektronicznymi efektami z pewnej tajemniczej puszeczki. Sam koncert odbieram bardzo ciepło i wydaje mi się, że wypadł on lepiej niż majowy koncert przed Crippled Black Phoenix.
następnie po krótkiej przerwie na scenie pojawił się Obscure Sphinx. Od samego początku uderzyły mnie 3 rzeczy - 8-strunowa gitara, 6-strunowy bas i bardzo agresywny sceniczny image wokalistki, która ochrzczona jest pseudonimem Wielebna. I muszę powiedzieć, że na scenie wyprawiała iście szamańskie rytuały, będąc związana bandażami na rękach, które ograniczały nieco ruchy wiła się i wykonywała sceniczny taniec co i raz krzycząc i wrzeszcząc niemiłosiernie do mikrofonu. W wolnej chwili też bawiła się samplerem. Przytłacza momentami ciężar tej muzyki - widać liczne inspiracje sludge metalowymi grupami. Najbardziej mi to wszystko przypominało post-metalową supergrupę Battle Of Mice, której wokalistką była podobnie niepokorna co Wielebna - Julie Christmas. Obscure Sphinx częstował nas swoimi dźwiękami przez około pół godziny.
Po eksperymentach i metalowym walcu miejsce na scenie zwolniło się dla 2 niepozornych panów, którzy przynieśli ze sobą 2 gitary - akustyczną i elektryczną. mowa oczywiście o Wawrzyńcu Dąbrowskim i Michale Bąku - czyli duecie Letters From Silence. Był to też najkrótszy występ wieczoru - około 25 minut. Głównie akustyczne brzmienie uspokoiło nieco nastroje w sali Progresji, a kojące dźwięki wprawiły w nastrój zadumy, zamyślenia i zapomnienia o tym, gdzie się jest. Na prawdę podczas tego występu udało mi się odpłynąć.
Gwiazdą wieczoru był oczywiście przygotowujący się do wydania 2 płyty zespół Tides From Nebula. Widać to też było po gęstniejącym w pobliżu barierek tłumie. Niestety muzycy (związani zapewne umową) nie mogli ujawnić daty premiery drugiego krążka. Powiedzieli jedynie, ze wszystko jest już gotowe. Na koncercie pojawiły się oczywiści utwory z "Aury", ale tez znalazło się miejsce dla nowych utworów. Szczególnie zaciekawił mnie utwór na zakończenie koncertu, który Adam Waleszyński określił jako najdłuższy i najtrudniejszy do wykonania. Myślę, że na początku roku będziemy się już rozkoszować tymi dźwiękami płynącymi i z naszych głośników. A co do samego występu. Tides From Nebula nie gościło w Warszawie od roku, więc to był koncert powrotny kończący też trasę koncertową po Polsce. W międzyczasie przeprowadzili też trasę po Europie. Wzbogaceni o te doświadczenie cały czas się scenicznie rozwijają, a sceniczne aranżacje obfitują w ostry, tygrysi pazur, którego mam nadzieję na płycie nie zabraknie.
Samo wydarzenie oceniam bardzo pozytywnie. Miło patrzeć na Progresję, w której w jednym momencie znajduje się tylu ludzi chcących posłuchać eksperymentalnej muzyki rockowej. Duża w tym rola pewnie Tides From Nebula. Na usta ciśnie się myśl, że tak być powinno również na koncertach zagranicznych zespołów, które przyjeżdżają do naszego kraju nierzadko tłukąc się busami po naszych polskich, dziurawych drogach.
Ponadto w audycji zgodnie jej z tytułem i tematyką - patrzenie wstecz. Za siebie celem poznania życiowej mozaiki. Służyć do tego może nasze wewnętrzne wsteczne lusterko. I jako ilustrację tej metody posłużył utwór z ostatniej płyty zespołu Gifts From Enola, który zresztą wybija się ponad te krótkie i moim zdaniem rozczarowujące wydawnictwo.
Gwoździem Programu - fenomenalny "We Forgotten Who We Are". Jak pierwszy raz usłyszałem ten utwór podczas majowego koncertu Crippled Black Phoenix, to wiedziałem, że będzie to prawdziwy killer. I w istocie nim jest. W krótkim czasie urósł do rangi jednego z moich ulubionych kawałków Brytyjczyków, a sam tekst, który powstał pod kudłatą czupryną Joe Volka, w kontekście audycji jest jej ukoronowaniem. Ci którzy nie pamiętają o przeszłości są skazani na jej powtórzenie się. Jest to wielka mądrość życiowa, z której naukę powinien czerpać każdy. Bowiem człowiek, który nie wyciąga wniosków z przeszłości stoi przed możliwością powtórzenia tych samych błędów. W szerszym kontekście - ten utwór miał uzmysłowić słuchaczom, że nie wolno zapominać o przeszłości, a przede wszystkim się jej wypierać, bo zaprzeczając jej istnieniu - zaprzeczamy też sobie i swojej tożsamości.
Chwile później na wody Post Scriptum wypłynęła flotylla utworów, których ładunek emocjonalny byłby w stanie wysadzić nie jedną tamę.
Na sam początek "Things Change" opowiadające o odejściu kogoś bliskiego i zmianie wielu rzeczy w związku z tym. Chłodny i wyważony kawałek z spokojnie i wyraźnie wyśpiewanymi a właściwie wyrecytowanymi strofami tekstu przez Tima Bownessa.
Chwile potem bardziej żywiołowe dźwięki w utworze "We Looked Like Giants". Ale bardzo spokojna i momentami dystansująca wszystkie emocje końcówka jest też warta podkreślenia. Szczególnie styl, w którym są wyśpiewane ostatnie słowa utworu.
"Passive" z kolei to chyba najmocniejszy punkt ostatniej płyty A Perfect Circle. Zawsze urzekał mnie żywiołowość połączona ze smutkiem, który według mnie towarzyszy temu utworowi.
Na koniec zostawiłem "Dream" - bo każdy śni i marzy o czymś wyjątkowym.
A cytat na koniec ze "Special Needs". Ogromny sentyment czuj do tego kawałka. Przypominają mi się wczesne, licealne czasy i momenty, w których go namiętnie i z pełnym zaangażowaniem słuchałem. Niektóre piosenki nigdy się nie zestarzeją:
"Remember me when you're the one you'd always dreamed
Remember me whenever noses start to bleed
Remember me, special needs."
by Placebo.
Playlista 16.11.2010 (Introspektywne spojrzenie w przeszłość)
1. Marillion - A Voice From The Past [Somewhere Else. 2007]
2. NAO - Wykres Lęku Z Placu Zabaw [Demo. 2007]
3. Obscure Sphinx - Echo Of Nihil [Unreleased. 2010]
4. Letters From Silence - Pockets Full Of Sand [Letters From Silence EP. 2010]
5. Tides From Nebula - Purr [Aura. 2009]
6. Gifts From Enola - Rearview [Gifts From Enola. 2010]
7. Crippled Black Phoenix - We Forgotten Who We Are [I, Vigilante. 2010]
8. No-Man - Things Change [Flowermouth. 1994]
9. Death Cab For Cutie - We Looked Like Giants [Transatlanticism. 2003]
10. A Perfect Circle - Passive [eMOTIVe. 2004]
11. Placebo - Special Needs [Sleeping With Ghosts. 2003]
12. Kidneythieves - Placebø [Zerøspace. 2002]
13. Antimatter - Dream [Lights Out. 2003]
Audycję otworzył utwór zdobywającego coraz większą popularność w audycji zespołu Marillion. Tytuł miał już od samego początku wprowadzić słuchaczy w klimat Post Scriptum. Kolejnej zaangażowanej emocjonalnie odsłony. Jednakże zanim z głośników wystrzeliła kanonada z potężnych emocjonalnych dział, w audycji pojawiła się krótka relacja z koncertu w warszawskiej Progresji i podobnie jak w sobotę, również w audycji zagościły 4 zespoły, które zagrały na dużej scenie tego muzycznego klubu.
Pierwsza pojawiła się formacja NAO. Zespół jest na etapie nagrywania debiutanckiego albumu długogrającego, wiec koncert był doskonałą szansą do zakomunikowania tego faktu wielu ludziom jeszcze nie znającym muzyki tej grupy, która oscyluje wokół szeroko pojętego rocku eksperymentalnego. Co do samego koncertu to na pewno mogę pochwalić dobre nagłośnienie i wysunięty trochę do przodu wokal Edyty Glińskiej, która mogła w ten sposób mocniej zaprezentować swe wokalne możliwości wspomaganymi elektronicznymi efektami z pewnej tajemniczej puszeczki. Sam koncert odbieram bardzo ciepło i wydaje mi się, że wypadł on lepiej niż majowy koncert przed Crippled Black Phoenix.
następnie po krótkiej przerwie na scenie pojawił się Obscure Sphinx. Od samego początku uderzyły mnie 3 rzeczy - 8-strunowa gitara, 6-strunowy bas i bardzo agresywny sceniczny image wokalistki, która ochrzczona jest pseudonimem Wielebna. I muszę powiedzieć, że na scenie wyprawiała iście szamańskie rytuały, będąc związana bandażami na rękach, które ograniczały nieco ruchy wiła się i wykonywała sceniczny taniec co i raz krzycząc i wrzeszcząc niemiłosiernie do mikrofonu. W wolnej chwili też bawiła się samplerem. Przytłacza momentami ciężar tej muzyki - widać liczne inspiracje sludge metalowymi grupami. Najbardziej mi to wszystko przypominało post-metalową supergrupę Battle Of Mice, której wokalistką była podobnie niepokorna co Wielebna - Julie Christmas. Obscure Sphinx częstował nas swoimi dźwiękami przez około pół godziny.
Po eksperymentach i metalowym walcu miejsce na scenie zwolniło się dla 2 niepozornych panów, którzy przynieśli ze sobą 2 gitary - akustyczną i elektryczną. mowa oczywiście o Wawrzyńcu Dąbrowskim i Michale Bąku - czyli duecie Letters From Silence. Był to też najkrótszy występ wieczoru - około 25 minut. Głównie akustyczne brzmienie uspokoiło nieco nastroje w sali Progresji, a kojące dźwięki wprawiły w nastrój zadumy, zamyślenia i zapomnienia o tym, gdzie się jest. Na prawdę podczas tego występu udało mi się odpłynąć.
Gwiazdą wieczoru był oczywiście przygotowujący się do wydania 2 płyty zespół Tides From Nebula. Widać to też było po gęstniejącym w pobliżu barierek tłumie. Niestety muzycy (związani zapewne umową) nie mogli ujawnić daty premiery drugiego krążka. Powiedzieli jedynie, ze wszystko jest już gotowe. Na koncercie pojawiły się oczywiści utwory z "Aury", ale tez znalazło się miejsce dla nowych utworów. Szczególnie zaciekawił mnie utwór na zakończenie koncertu, który Adam Waleszyński określił jako najdłuższy i najtrudniejszy do wykonania. Myślę, że na początku roku będziemy się już rozkoszować tymi dźwiękami płynącymi i z naszych głośników. A co do samego występu. Tides From Nebula nie gościło w Warszawie od roku, więc to był koncert powrotny kończący też trasę koncertową po Polsce. W międzyczasie przeprowadzili też trasę po Europie. Wzbogaceni o te doświadczenie cały czas się scenicznie rozwijają, a sceniczne aranżacje obfitują w ostry, tygrysi pazur, którego mam nadzieję na płycie nie zabraknie.
Samo wydarzenie oceniam bardzo pozytywnie. Miło patrzeć na Progresję, w której w jednym momencie znajduje się tylu ludzi chcących posłuchać eksperymentalnej muzyki rockowej. Duża w tym rola pewnie Tides From Nebula. Na usta ciśnie się myśl, że tak być powinno również na koncertach zagranicznych zespołów, które przyjeżdżają do naszego kraju nierzadko tłukąc się busami po naszych polskich, dziurawych drogach.
Ponadto w audycji zgodnie jej z tytułem i tematyką - patrzenie wstecz. Za siebie celem poznania życiowej mozaiki. Służyć do tego może nasze wewnętrzne wsteczne lusterko. I jako ilustrację tej metody posłużył utwór z ostatniej płyty zespołu Gifts From Enola, który zresztą wybija się ponad te krótkie i moim zdaniem rozczarowujące wydawnictwo.
Gwoździem Programu - fenomenalny "We Forgotten Who We Are". Jak pierwszy raz usłyszałem ten utwór podczas majowego koncertu Crippled Black Phoenix, to wiedziałem, że będzie to prawdziwy killer. I w istocie nim jest. W krótkim czasie urósł do rangi jednego z moich ulubionych kawałków Brytyjczyków, a sam tekst, który powstał pod kudłatą czupryną Joe Volka, w kontekście audycji jest jej ukoronowaniem. Ci którzy nie pamiętają o przeszłości są skazani na jej powtórzenie się. Jest to wielka mądrość życiowa, z której naukę powinien czerpać każdy. Bowiem człowiek, który nie wyciąga wniosków z przeszłości stoi przed możliwością powtórzenia tych samych błędów. W szerszym kontekście - ten utwór miał uzmysłowić słuchaczom, że nie wolno zapominać o przeszłości, a przede wszystkim się jej wypierać, bo zaprzeczając jej istnieniu - zaprzeczamy też sobie i swojej tożsamości.
Chwile później na wody Post Scriptum wypłynęła flotylla utworów, których ładunek emocjonalny byłby w stanie wysadzić nie jedną tamę.
Na sam początek "Things Change" opowiadające o odejściu kogoś bliskiego i zmianie wielu rzeczy w związku z tym. Chłodny i wyważony kawałek z spokojnie i wyraźnie wyśpiewanymi a właściwie wyrecytowanymi strofami tekstu przez Tima Bownessa.
Chwile potem bardziej żywiołowe dźwięki w utworze "We Looked Like Giants". Ale bardzo spokojna i momentami dystansująca wszystkie emocje końcówka jest też warta podkreślenia. Szczególnie styl, w którym są wyśpiewane ostatnie słowa utworu.
"Passive" z kolei to chyba najmocniejszy punkt ostatniej płyty A Perfect Circle. Zawsze urzekał mnie żywiołowość połączona ze smutkiem, który według mnie towarzyszy temu utworowi.
Na koniec zostawiłem "Dream" - bo każdy śni i marzy o czymś wyjątkowym.
A cytat na koniec ze "Special Needs". Ogromny sentyment czuj do tego kawałka. Przypominają mi się wczesne, licealne czasy i momenty, w których go namiętnie i z pełnym zaangażowaniem słuchałem. Niektóre piosenki nigdy się nie zestarzeją:
"Remember me when you're the one you'd always dreamed
Remember me whenever noses start to bleed
Remember me, special needs."
by Placebo.
wtorek, 2 listopada 2010
The one who holds the candle to the glow of You...
Ostatnia audycja była swoistą podróżą po rzekach, morzach i oceanach dźwięków - czasami wzburzonych, czasami spokojnych jak tafla jeziora podczas flauty. Ten rejs zakończył się w Genui - mieście skąd pochodził odkrywca Ameryki - Krzysztof Kolumb.
Playlista 26.10.2010 (Voyage through the seas)
1. The Album Leaf - Into The Sea [Into The Blue Again. 2006]
2. Vessels - Altered Beast [White Fields And Open Devices. 2008]
3. Oceansize - New Pin [Everyone Into Position. 2005]
4. Oceansize - Silent / Transparent [Self Preserved While The Bodies Float Up. 2010]
5. From Oceans To Autumn - Slow & Weight [Calmed By The Tide. 2007]
6. Pelican - March Into The Sea [March Into The Sea EP. 200]
7. Neurosis - No River To Take Me Home [The Eye Of Every Storm. 2004]
8. The Appleseed Cast - Poseidon [Mare Vitalis. 2000]
9. Sigur Rós - Sæglópur [Takk.... 2005]
10. Porcupine Tree - Stop Swimming [Stupid Dream. 1999]
11. port-royal - Bahnhof Zoo [Afraid To Dance. 2007]
W rejs wyruszyliśmy z San Diego w Kalifornii. Kojące dźwięki pianina w utworze "Into The Sea" spokojnie rozpoczęły tą 2 godzinną podróż z Post Scriptum.
Jednak głównym punktem pierwszej godziny była relacja z koncertu angielskich zespołów - Oceansize i Vessels. Więcej o tym w krótkiej recenzji z tego wydarzenia w osobnym wpisie.
A wracając do audycji to obok Okrętów i Oceanicznego Rozmiaru, czyli zespołów bezpośrednio swoimi nazwami nawiązującymi do morskiej tematyki, pojawiły się też zespoły i utwory, które zahaczają o temat nieco od innej strony.
Gwoździem Programu był utwór "March Into The Sea". Monumentalna, ponad 20-minutowa, Post-Metalowa suita, która dla mnie jest chyba najczystszym przykładem dla pokazania czym tak właściwie się charakteryzuje ten muzyczny gatunek. Najbardziej zaskakująca jest jednak 2 część utworu. Wtedy to muzycy zamieniają swoje podłączone do wzmacniaczy instrumenty, na akustyczne odpowiedniki i budują cudowną atmosferę. Obok elektronicznych odgłosów budujących przestrzeń i 2 akustycznych gitar odpowiedzialnych za rytmikę, pojawia się między innymi pianino i flet, który świetnie współgra z drone'ującym i bardzo brudnym dźwiękiem płynącym z gitar. Ta część utworu pozbawiona jest klasycznej sekcji rytmicznej czyli perkusji i basu, a mimo to udaje się zbudować wyraźny i co ważne wpadający w ucho rytm. Zadziwiający eksperyment dający temu utworowi dużo uroku.
Bardzo ciekawie prezentuje się też "No River To Take Me Home". Osobiście kocham te wolniejsze i spokojniejsze kawałki w wykonaniu Panów z Neurosis. Takie kompozycje przytłaczają swoim mrocznym i dusznym ciężarem, a charyzmatyczny wokal Steve'a Kelly'ego dodatkowo osacza słuchacza.
Kurs na 11 był już spokojniejszy. Władca mórz Posejdon tym razem nie okazał się być okrutny, a "Saeglópur" - będący nawiązaniem do poprzedniego utworu przypomniał, że na morzu, jak w życiu, również można się zagubić.
Tak jak wspomniałem rejs zakończył się w Geniu - spokojnym Ambient Post-Rockiem od port-royal. Królewski port i atmosfera spokoju po sztormie, który przetoczył się przez antenę przez połowę audycji.
Z ciekawszych cytatów (a tym razem wiele ich nie ma, bo sporo utworów instrumentalnych pojawiło się w audycji), wybrałem tym razem fragment "Stop Swimming". Taka moja skromna refleksja do tego co się ostatnio dzieje wokół kapitana i sternika statku z Post Scriptum na żaglach i burcie:
"Maybe it's time to find out where I'm at
What I should do and where I should be."
by Steven Wilson.
Playlista 26.10.2010 (Voyage through the seas)
1. The Album Leaf - Into The Sea [Into The Blue Again. 2006]
2. Vessels - Altered Beast [White Fields And Open Devices. 2008]
3. Oceansize - New Pin [Everyone Into Position. 2005]
4. Oceansize - Silent / Transparent [Self Preserved While The Bodies Float Up. 2010]
5. From Oceans To Autumn - Slow & Weight [Calmed By The Tide. 2007]
6. Pelican - March Into The Sea [March Into The Sea EP. 200]
7. Neurosis - No River To Take Me Home [The Eye Of Every Storm. 2004]
8. The Appleseed Cast - Poseidon [Mare Vitalis. 2000]
9. Sigur Rós - Sæglópur [Takk.... 2005]
10. Porcupine Tree - Stop Swimming [Stupid Dream. 1999]
11. port-royal - Bahnhof Zoo [Afraid To Dance. 2007]
W rejs wyruszyliśmy z San Diego w Kalifornii. Kojące dźwięki pianina w utworze "Into The Sea" spokojnie rozpoczęły tą 2 godzinną podróż z Post Scriptum.
Jednak głównym punktem pierwszej godziny była relacja z koncertu angielskich zespołów - Oceansize i Vessels. Więcej o tym w krótkiej recenzji z tego wydarzenia w osobnym wpisie.
A wracając do audycji to obok Okrętów i Oceanicznego Rozmiaru, czyli zespołów bezpośrednio swoimi nazwami nawiązującymi do morskiej tematyki, pojawiły się też zespoły i utwory, które zahaczają o temat nieco od innej strony.
Gwoździem Programu był utwór "March Into The Sea". Monumentalna, ponad 20-minutowa, Post-Metalowa suita, która dla mnie jest chyba najczystszym przykładem dla pokazania czym tak właściwie się charakteryzuje ten muzyczny gatunek. Najbardziej zaskakująca jest jednak 2 część utworu. Wtedy to muzycy zamieniają swoje podłączone do wzmacniaczy instrumenty, na akustyczne odpowiedniki i budują cudowną atmosferę. Obok elektronicznych odgłosów budujących przestrzeń i 2 akustycznych gitar odpowiedzialnych za rytmikę, pojawia się między innymi pianino i flet, który świetnie współgra z drone'ującym i bardzo brudnym dźwiękiem płynącym z gitar. Ta część utworu pozbawiona jest klasycznej sekcji rytmicznej czyli perkusji i basu, a mimo to udaje się zbudować wyraźny i co ważne wpadający w ucho rytm. Zadziwiający eksperyment dający temu utworowi dużo uroku.
Bardzo ciekawie prezentuje się też "No River To Take Me Home". Osobiście kocham te wolniejsze i spokojniejsze kawałki w wykonaniu Panów z Neurosis. Takie kompozycje przytłaczają swoim mrocznym i dusznym ciężarem, a charyzmatyczny wokal Steve'a Kelly'ego dodatkowo osacza słuchacza.
Kurs na 11 był już spokojniejszy. Władca mórz Posejdon tym razem nie okazał się być okrutny, a "Saeglópur" - będący nawiązaniem do poprzedniego utworu przypomniał, że na morzu, jak w życiu, również można się zagubić.
Tak jak wspomniałem rejs zakończył się w Geniu - spokojnym Ambient Post-Rockiem od port-royal. Królewski port i atmosfera spokoju po sztormie, który przetoczył się przez antenę przez połowę audycji.
Z ciekawszych cytatów (a tym razem wiele ich nie ma, bo sporo utworów instrumentalnych pojawiło się w audycji), wybrałem tym razem fragment "Stop Swimming". Taka moja skromna refleksja do tego co się ostatnio dzieje wokół kapitana i sternika statku z Post Scriptum na żaglach i burcie:
"Maybe it's time to find out where I'm at
What I should do and where I should be."
by Steven Wilson.
poniedziałek, 25 października 2010
My past won't fade away...
Audycja o przeciwnościach, wykluczających się aspektach, z kontrastową muzyką i antagonistycznymi tytułami (i nie tylko). Kluczem do niej jest jej tytuł będący nawiązaniem do motta ostatniej płyty zespołu Devil Sold His Soul, które w tłumaczeniu oznacza "O ile jestem błogosławiony, o tyle jestem przeklęty.", do którego zresztą się bardzo emocjonalnie przywiązałem.
Playlista 19.10.2010 (As much as I am blessed, I am cursed.)
1. Isis - False Light [Oceanic. 2002]
2. Devil Sold His Soul - Tides [Blessed & Cursed. 2010]
3. Devil Sold His Soul - As The Storm Unfolds [A Fragile Hope. 2007]
4. Devil Sold His Soul - Truth Has Come [Blessed & Cursed. 2010]
5. September Malevolence - Distance/Closure [Tomorrow We'll Wonder Where This Generation Gets Its Priority From. 2005]
6. Marillion - Neverland [Marbles. 2004]
7. Oceansize - Oscar Acceptance Speech [Self Preserved While The Bodies Float Up. 2010]
8. Giants - Swiftly They Come, Swiftly They Flee [They, The Undeserving. 2007]
9. Lights Out Asia - All These Worlds Are Yours [In The Days Of Jupiter. 2010]
10. Lights Out Asia - Except Europa [In The Days Of Jupiter. 2010]
11. Lights Out Asia - 13 AM [In The Days Of Jupiter. 2010]
12. Jakob - A Moment From Different Angles [A Subsets Of Sets. 2001]
13. Gregor Samsa - First Mile, Last Mile [Rest. 2008]
Po ciężkim i rozbudzającym "False Light" na początek pierwszą część audycji zdominowała relacja z koncertu Devil Sold His Soul.
Jestem mocno zawiedziony frekwencją na koncercie. Progresja jest całkiem dużym klubem. Co było do przewidzenia zespół wystąpił na małej scenie. Ale takich pustek w klubie w momencie gdy przybyłem na miejsce pół godziny przed planowym rozpoczęciem koncertu, to ja dawno nie widziałem. Skończyło się na tym, że przy muzyce Anglików bawiła się grupka około 50 osób. To niewiele. Na szczęście udało się rozkręcić zabawę po jakimś czasie i mały bo mały moshpit od czasu do czasu się pojawiał. Za to stanowczo nie pochwalam walenia barierkami o scenę w celu rozkręcenia zabawy, jak to kilka osób robiło. Ed Gibbs ze sceny nawet pokazywał by przestać. Zresztą mimo naprawdę sporego hałasu, stojąc niedaleko byłem w stanie słyszeć ten odgłos. Na scenie na pewno też to przeszkadzało. Gdy to nie spotkało się zrozumieniem, zainterweniowali ochroniarze skutecznie ukrócając ten proceder.
Koncert krótki - godzinny, był za to bardzo żywiołowy. Praktycznie same największe hity z nowej i debiutanckiej płyty. Oczywiście zabrakło mi paru utworów, ale to bez znaczenia. I tak zabawa była przednia, nagłośnienie dobre i wrażenia jak najbardziej pozytywne. Emocjonalna śmierć na godzinę dla świata. Setlista prezentowała się następująco:
Tides, Drowning/Sinking, Crane Lake, An Ocean Of Lights, As The Storm Unfolds, Sirens Chant, Callous Heart, Truth Has Come, Like It's Your Last, Hope.
Ważnym punktem drugiej godziny była recenzja nowego wydawnictwa zespołu Lights Out Asia - In The Days Of Jupiter. 4 album w karierze Amerykanów to dalsza eksploracja Ambient Post-Rockowej przestrzeni. Są kompozycje krótsze, dłuższe, z wokalami i bez nich. Tak jak na poprzednim albumie Eyes Like Brontide jest pod tym względem różnorodnie. Wydaje mi się nawet, że na nowym albumie jest więcej gitarowych partii w porównaniu do poprzedniczki. Jest kilka ciekawszych utworów jak np "Except Europa". Generalnie miły album do odprężenia się po ciężkim i długim dniu.
2 godziny audycji rozdzielił natomiast Gwóźdź Programu. Tym razem fenomenalny, błyskotliwy i przerażająco prawdziwy w swoim lirycznych duchu - utwór "Neverland". Niezwykle sentymentalnie mi się robi jak słucham tego kawałka. Perfekcyjny przykład progresywnej melancholii. Są klawisze, gitarowe solówki, przejmujący wokal i poruszający tekst. Nibylandia jako kraina leżąca na skrzyżowaniu 2 przeciwstawnych światów, wizji i podejść do różnych spraw.
Poza tym w audycji znalazło się sporo utworów nawiązujących do jej tematu. Szczególnie to widać na 3 Post-Rockowych przykładach z warsztatu zespołów Gregor Samsa, Giants i September Malevolence.
Największy problem mam z cytatem na koniec. Nie chodzi tu raczej o problem z wyborem odpowiedniego utworu, z którego fragment tekstu chciałbym zacytować. Nie. Chodzi o wybór konkretnego fragmentu tekstu. Tak sobie myślę, że powinienem w tym miejscu umieścić cały tekst utworu "Neverland". Ale jako, że zajęłoby to bardzo dużo miejsca to specjalnie wybrałem tą najbardziej dobitną jego część:
"At times like these
Any fool can see
Any fool can see
Your love inside me.
(...)
When you're with me
I can stand it
I can stand
But when you're gone
I never land
In Neverland."
by Steve Hogarth.
Playlista 19.10.2010 (As much as I am blessed, I am cursed.)
1. Isis - False Light [Oceanic. 2002]
2. Devil Sold His Soul - Tides [Blessed & Cursed. 2010]
3. Devil Sold His Soul - As The Storm Unfolds [A Fragile Hope. 2007]
4. Devil Sold His Soul - Truth Has Come [Blessed & Cursed. 2010]
5. September Malevolence - Distance/Closure [Tomorrow We'll Wonder Where This Generation Gets Its Priority From. 2005]
6. Marillion - Neverland [Marbles. 2004]
7. Oceansize - Oscar Acceptance Speech [Self Preserved While The Bodies Float Up. 2010]
8. Giants - Swiftly They Come, Swiftly They Flee [They, The Undeserving. 2007]
9. Lights Out Asia - All These Worlds Are Yours [In The Days Of Jupiter. 2010]
10. Lights Out Asia - Except Europa [In The Days Of Jupiter. 2010]
11. Lights Out Asia - 13 AM [In The Days Of Jupiter. 2010]
12. Jakob - A Moment From Different Angles [A Subsets Of Sets. 2001]
13. Gregor Samsa - First Mile, Last Mile [Rest. 2008]
Po ciężkim i rozbudzającym "False Light" na początek pierwszą część audycji zdominowała relacja z koncertu Devil Sold His Soul.
Jestem mocno zawiedziony frekwencją na koncercie. Progresja jest całkiem dużym klubem. Co było do przewidzenia zespół wystąpił na małej scenie. Ale takich pustek w klubie w momencie gdy przybyłem na miejsce pół godziny przed planowym rozpoczęciem koncertu, to ja dawno nie widziałem. Skończyło się na tym, że przy muzyce Anglików bawiła się grupka około 50 osób. To niewiele. Na szczęście udało się rozkręcić zabawę po jakimś czasie i mały bo mały moshpit od czasu do czasu się pojawiał. Za to stanowczo nie pochwalam walenia barierkami o scenę w celu rozkręcenia zabawy, jak to kilka osób robiło. Ed Gibbs ze sceny nawet pokazywał by przestać. Zresztą mimo naprawdę sporego hałasu, stojąc niedaleko byłem w stanie słyszeć ten odgłos. Na scenie na pewno też to przeszkadzało. Gdy to nie spotkało się zrozumieniem, zainterweniowali ochroniarze skutecznie ukrócając ten proceder.
Koncert krótki - godzinny, był za to bardzo żywiołowy. Praktycznie same największe hity z nowej i debiutanckiej płyty. Oczywiście zabrakło mi paru utworów, ale to bez znaczenia. I tak zabawa była przednia, nagłośnienie dobre i wrażenia jak najbardziej pozytywne. Emocjonalna śmierć na godzinę dla świata. Setlista prezentowała się następująco:
Tides, Drowning/Sinking, Crane Lake, An Ocean Of Lights, As The Storm Unfolds, Sirens Chant, Callous Heart, Truth Has Come, Like It's Your Last, Hope.
Ważnym punktem drugiej godziny była recenzja nowego wydawnictwa zespołu Lights Out Asia - In The Days Of Jupiter. 4 album w karierze Amerykanów to dalsza eksploracja Ambient Post-Rockowej przestrzeni. Są kompozycje krótsze, dłuższe, z wokalami i bez nich. Tak jak na poprzednim albumie Eyes Like Brontide jest pod tym względem różnorodnie. Wydaje mi się nawet, że na nowym albumie jest więcej gitarowych partii w porównaniu do poprzedniczki. Jest kilka ciekawszych utworów jak np "Except Europa". Generalnie miły album do odprężenia się po ciężkim i długim dniu.
2 godziny audycji rozdzielił natomiast Gwóźdź Programu. Tym razem fenomenalny, błyskotliwy i przerażająco prawdziwy w swoim lirycznych duchu - utwór "Neverland". Niezwykle sentymentalnie mi się robi jak słucham tego kawałka. Perfekcyjny przykład progresywnej melancholii. Są klawisze, gitarowe solówki, przejmujący wokal i poruszający tekst. Nibylandia jako kraina leżąca na skrzyżowaniu 2 przeciwstawnych światów, wizji i podejść do różnych spraw.
Poza tym w audycji znalazło się sporo utworów nawiązujących do jej tematu. Szczególnie to widać na 3 Post-Rockowych przykładach z warsztatu zespołów Gregor Samsa, Giants i September Malevolence.
Największy problem mam z cytatem na koniec. Nie chodzi tu raczej o problem z wyborem odpowiedniego utworu, z którego fragment tekstu chciałbym zacytować. Nie. Chodzi o wybór konkretnego fragmentu tekstu. Tak sobie myślę, że powinienem w tym miejscu umieścić cały tekst utworu "Neverland". Ale jako, że zajęłoby to bardzo dużo miejsca to specjalnie wybrałem tą najbardziej dobitną jego część:
"At times like these
Any fool can see
Any fool can see
Your love inside me.
(...)
When you're with me
I can stand it
I can stand
But when you're gone
I never land
In Neverland."
by Steve Hogarth.
piątek, 8 października 2010
I can't take my mind off you...
Audycja przebiegła pod dyktando 2 kącików tematycznych, które zajęły ponad połowę audycji. Pozostałe utwory były dopełnieniem i otoczką - swoją drogą bardzo rozmytą i utrzymana głównie w nu-gaze'owej tonacji. Stąd tez dwuczłonowy tytuł audycji.
Playlista 05.10.2010 (Koncertowo - nu-gaze'owo)
1. Deftones - Back To School (Mini Maggit) [Back To School (Mini Maggit) EP. 2001]
2. Anneke van Giersbergen & Danny Cavanagh - The Blower's Daughter [In Parallel. 2009]
3. Anathema - Thin Air [We're Here Because We're Here. 2010]
4. Anathema - Deep [Judgement. 1999]
5. Anathema - Are You There? [Hindsight. 2008]
6. Butterfly Explosion - Carpark [Lost Trails. 2010]
7. Airiel - The Big Mash-Up [The Battle Of Sealand. 2007]
8. Swans - Telepathy [The Great Annihilator. 1995]
9. Air Formation - Never Far Away [57 Octaves Below EP. 2005]
10. Malory - Wake Up [The Third Face. 2005]
11. Malory - Déjà-Vu [Outerbeats. 2002]
12. Malory - Argo Night Shuttle [Outerbeats. 2002]
13. Malory - The Signs [Pearl Diver. 2010]
14. Amusement Parks On Fire - No Lite No Sound [Out Of The Angeles. 2006]
Post Scriptum zaczęło się jednak nietypowo. Od utworu nieco wyłamującego się z przedstawionego we wstępie schematu "Back To School" bowiem to takie odniesienie do rozpoczęcia się kolejnego roku akademickiego. Może się to wydawać trochę dziwne, wszak szkoła zaczęła się ponad miesiąc temu, jednak studia też są szkołą i specjalnie poczekałem z tym kawałkiem do pierwszej audycji w październiku.
W pierwszym kąciku tematycznym wróciliśmy wspomnieniami do warszawskiej Proximy. Oczywiście mowa o Anathemie. Przed samą "Ekskomuniką" wystąpiły jeszcze dwa supporty. Sympatyczny i nieco speszony na początku Norweg Peter Carlsen, którego występ zajął pół godziny. Z początku sam z gitarą akustyczną wykonywał swe utwory, a następnie dołączyli do niego Anneke Van Giersbergen i Vincent Cavanagh z Anathemy. Muzyka Norwega to melancholia w niemal czystej postaci, więc na początek wieczoru dla niektórych mogło się to wydawać nudne, mi jednak przypadł ten artysta do gustu wprowadzając mój umysł w stan oczekiwania i kierując myśli w stronę smutnych brzegów.
Bezpośrednio po nim na scenie pojawiła się Anneke. Wszystko odbyło się według samego schematu. najpierw Anneke samemu, a następnie z Vincentem i Peterem. Wywołała ona żywiołową reakcje publiczności. Nie obyło się też bez technicznych wpadek muzycznych samej Anneke. Ale nie zraziło to publiczności, która z uśmiechem na twarzy przyjmowała potknięcia byłej wokalistki The Gathering. Zresztą sama Anneke bardzo sprytnie potrafiła wyjść z każdej wpadki nadrabiając je swoim urokiem osobistym.
W końcu o 21:28 pojawiła się na scenie Anathema. Koncert skończył się dokładnie o północy. 152 minutowy koncert to bardzo długo. Na setliście znalazło się aż 30 utworów w tym cała płyta We're Here Because We're Here. Pojawiły się też utwory ze wszystkich wcześniejszych płyt poza 2 pierwszymi. Musze powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony z całego układu koncertowej listy, na której nowe kawałki były przeplatane klasykami z Judgement czy Alternative 4. Najbardziej wzruszające dla mnie momenty koncertu to wyśpiewanie całego Flying przez publiczność w tym i mnie również jak i cały Bis. Kawałek Wish You Were Here z repertuaru Pink Floyd wykonany solo przez Danny'ego Cavanagh wprawił mnie w niezwykle nostalgiczny i melancholijny klimat. Chciałoby się powiedzieć, że czegoś jednak na tym koncercie mi brakowało, ale to całkiem inna, całkowicie niemuzyczna historia. Nie mogło się tez obyć bez wzruszającego One Last Goodbye i żywiołowego Fragile Dreams na koniec. To był mój pierwszy koncert Anathemy, ale na pewno nie ostatni.
"Gwoździem programu" padł tym razem łupem amerykańskiego tria shoegaze'owego - Airiel. Bardzo ciekawy kawałek i dość odbiegający od paradygmatu grania spod znaku "gapienia się na stopy".
W kąciku "Odkrycie miesiąca" tym razem przenieśliśmy się do Drezna czyli rzut kamieniem za naszą zachodnią granicę. Tam rezyduje zespół Malory, który obraza się w dream popowej i shoegaze'owej stylistyce. Trafiłem na ten zespół za sprawą Air Formation. Obie kapele zresztą wydają płyty w tej samej wytwórni Club AC30 skupiającej obiecujące zespoły shoegaze'ingowe młodego pokolenia. moim osobistym faworytem jest płyta The Third Face, w której balans pomiędzy gitarowym i elektronicznym obliczem zespołu osiągnął optymalny poziom. Warto też wspomnieć o mieszanych wokalach damsko - męskich, które w niektórych kawałkach dobrze się uzupełniają. Zespół na początku tego roku wydał już swoją 4 płytę - Pearl Diver i jest ona kolejnym krokiem w procesie ewolucji brzmienia Niemców, a na każde ich wydawnictwo ma w sobie coś unikalnego.
Końcowym utworem nieco ujawniłem, jakiego zespołu w następnej audycji na pewno nie zabraknie.
A cytacik na koniec - jakby mogło być inaczej. Oczywiście Anathema i intrygujący, nieco osobisty fragment "Are You There?"
"Unmistakably lost and without a care
Did we lose all the love that we could have shared
And it's wearing me down. "
by Danny Cavanagh.
Playlista 05.10.2010 (Koncertowo - nu-gaze'owo)
1. Deftones - Back To School (Mini Maggit) [Back To School (Mini Maggit) EP. 2001]
2. Anneke van Giersbergen & Danny Cavanagh - The Blower's Daughter [In Parallel. 2009]
3. Anathema - Thin Air [We're Here Because We're Here. 2010]
4. Anathema - Deep [Judgement. 1999]
5. Anathema - Are You There? [Hindsight. 2008]
6. Butterfly Explosion - Carpark [Lost Trails. 2010]
7. Airiel - The Big Mash-Up [The Battle Of Sealand. 2007]
8. Swans - Telepathy [The Great Annihilator. 1995]
9. Air Formation - Never Far Away [57 Octaves Below EP. 2005]
10. Malory - Wake Up [The Third Face. 2005]
11. Malory - Déjà-Vu [Outerbeats. 2002]
12. Malory - Argo Night Shuttle [Outerbeats. 2002]
13. Malory - The Signs [Pearl Diver. 2010]
14. Amusement Parks On Fire - No Lite No Sound [Out Of The Angeles. 2006]
Post Scriptum zaczęło się jednak nietypowo. Od utworu nieco wyłamującego się z przedstawionego we wstępie schematu "Back To School" bowiem to takie odniesienie do rozpoczęcia się kolejnego roku akademickiego. Może się to wydawać trochę dziwne, wszak szkoła zaczęła się ponad miesiąc temu, jednak studia też są szkołą i specjalnie poczekałem z tym kawałkiem do pierwszej audycji w październiku.
W pierwszym kąciku tematycznym wróciliśmy wspomnieniami do warszawskiej Proximy. Oczywiście mowa o Anathemie. Przed samą "Ekskomuniką" wystąpiły jeszcze dwa supporty. Sympatyczny i nieco speszony na początku Norweg Peter Carlsen, którego występ zajął pół godziny. Z początku sam z gitarą akustyczną wykonywał swe utwory, a następnie dołączyli do niego Anneke Van Giersbergen i Vincent Cavanagh z Anathemy. Muzyka Norwega to melancholia w niemal czystej postaci, więc na początek wieczoru dla niektórych mogło się to wydawać nudne, mi jednak przypadł ten artysta do gustu wprowadzając mój umysł w stan oczekiwania i kierując myśli w stronę smutnych brzegów.
Bezpośrednio po nim na scenie pojawiła się Anneke. Wszystko odbyło się według samego schematu. najpierw Anneke samemu, a następnie z Vincentem i Peterem. Wywołała ona żywiołową reakcje publiczności. Nie obyło się też bez technicznych wpadek muzycznych samej Anneke. Ale nie zraziło to publiczności, która z uśmiechem na twarzy przyjmowała potknięcia byłej wokalistki The Gathering. Zresztą sama Anneke bardzo sprytnie potrafiła wyjść z każdej wpadki nadrabiając je swoim urokiem osobistym.
W końcu o 21:28 pojawiła się na scenie Anathema. Koncert skończył się dokładnie o północy. 152 minutowy koncert to bardzo długo. Na setliście znalazło się aż 30 utworów w tym cała płyta We're Here Because We're Here. Pojawiły się też utwory ze wszystkich wcześniejszych płyt poza 2 pierwszymi. Musze powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony z całego układu koncertowej listy, na której nowe kawałki były przeplatane klasykami z Judgement czy Alternative 4. Najbardziej wzruszające dla mnie momenty koncertu to wyśpiewanie całego Flying przez publiczność w tym i mnie również jak i cały Bis. Kawałek Wish You Were Here z repertuaru Pink Floyd wykonany solo przez Danny'ego Cavanagh wprawił mnie w niezwykle nostalgiczny i melancholijny klimat. Chciałoby się powiedzieć, że czegoś jednak na tym koncercie mi brakowało, ale to całkiem inna, całkowicie niemuzyczna historia. Nie mogło się tez obyć bez wzruszającego One Last Goodbye i żywiołowego Fragile Dreams na koniec. To był mój pierwszy koncert Anathemy, ale na pewno nie ostatni.
"Gwoździem programu" padł tym razem łupem amerykańskiego tria shoegaze'owego - Airiel. Bardzo ciekawy kawałek i dość odbiegający od paradygmatu grania spod znaku "gapienia się na stopy".
W kąciku "Odkrycie miesiąca" tym razem przenieśliśmy się do Drezna czyli rzut kamieniem za naszą zachodnią granicę. Tam rezyduje zespół Malory, który obraza się w dream popowej i shoegaze'owej stylistyce. Trafiłem na ten zespół za sprawą Air Formation. Obie kapele zresztą wydają płyty w tej samej wytwórni Club AC30 skupiającej obiecujące zespoły shoegaze'ingowe młodego pokolenia. moim osobistym faworytem jest płyta The Third Face, w której balans pomiędzy gitarowym i elektronicznym obliczem zespołu osiągnął optymalny poziom. Warto też wspomnieć o mieszanych wokalach damsko - męskich, które w niektórych kawałkach dobrze się uzupełniają. Zespół na początku tego roku wydał już swoją 4 płytę - Pearl Diver i jest ona kolejnym krokiem w procesie ewolucji brzmienia Niemców, a na każde ich wydawnictwo ma w sobie coś unikalnego.
Końcowym utworem nieco ujawniłem, jakiego zespołu w następnej audycji na pewno nie zabraknie.
A cytacik na koniec - jakby mogło być inaczej. Oczywiście Anathema i intrygujący, nieco osobisty fragment "Are You There?"
"Unmistakably lost and without a care
Did we lose all the love that we could have shared
And it's wearing me down. "
by Danny Cavanagh.
Etykiety:
Koncertowe wspominajki,
Odkrycie miesiąca,
Playlisty
wtorek, 5 października 2010
I realised before we can approach we must separate...
Iście ptasia audycja. Wprawdzie nie zagościły w niej tukany, kiwi czy strusie, ale i tak było całkiem ornitologicznie.
Playlista 28.09.2010 (Ornitologicznie)
1. The Bird Ensemble - Canopy Summer [Evensong. 2009]
2. Red Sparowes - As Each End Looms And Subsides [The Fear Is Excruciating, But Therein Lies the Answer. 2010]
3. Red Sparowes - We Left The Apes To Rot, But Find The Fang Grows Within [Aphorisms EP. 2008]
4. Red Sparowes - The Great Leap Forward Poured Down Upon Us One Day Like A Mighty Storm Suddenly And Furiously Blinding Our Senses. [Every Red Heart Shines Toward The Red Sun. 2006]
5. Phoenix And The Turtle - Pianos [Sundays Are A Good Day For Relaxing. 2004]
6. Swans - Alcohol The Seed [The Great Annihilator. 1995]
7. Swans - Killing For Company [The Great Annihilator. 1995]
8. Pelican - The Woods [Pelican EP. 2001]
9. Tarantula Hawk - Track 1 [Tarantula Hawk. 2000]
10. Crippled Black Phoenix - Fantastic Justice [I, Vigilante. 2010]
11. Mogwai - I'm Jim Morrison, I'm Dead [The Hawk Is Howling. 2008]
12. Dredg - Cartoon Showroom [The Pariah, The Parrot, The Delusion. 2009]
13. Birdpen - I'm Never Leaving Home Again [One In Fifty Four EP. 2008]
Na czele tego ptasiego korowodu kroczył tym razem pelikan. Ptak, który wszystko łyka połknął 13 minut czasu antenowego w Gwoździu Programu. Swoją drogą ten pelikan był ciężkim do odbioru ptakiem. Post-Metalowy utwór z początku twórczości tej amerykańskiej kapeli miał bowiem pazur i bezkompromisowość.
Całkiem pokaźną część audycji zajęła również relacja z poniedziałkowego koncertu zespołu Red Sparowes, który się odbył w warszawskim klubie Hydrozagadka. Koncert uznaje za udany. Zagościły na nim kawałki ze wszystkich wydawnictw tego zespołu co mnie bardzo ucieszyło. Szkoda tylko, że zespół nie zakończył koncertu klasycznym utworem "The Sixth Extinction..." Jednak Bryant Clifford Meyer powiedział na koncercie, że zespół w swoim repertuarze ma wiele dobrych kawałków i je również chce zaprezentować na scenie. Scenie, która w Hydrozagadce była mikroskopijna jak na zespół. Podziwiam ich, że się zmieścili wszyscy. Jednak zbyt wielkiego ruchu to nie mieli, wiec koniecznością było praktycznie stanie w miejscu. Nie zraziło to jednak amerykanów, którzy spędzili na scenie około 80 minut. Widać tez było, że są bardzo zadowoleni z ciepłego przyjęcia jakie im zgotowała publiczność, której w Hydrozagadce było w okolicach 150. Jak na warunki tego klubu to jest to liczba praktycznie klub wypełniająca. Miłą ozdobą zespołu jest też gitarzystka, która od 2 lat współpracuje z Czerwonymi Wróblami. Po koncercie nawet pokusiła się o wrzucenie na swojego facebooka notki "warsaw was awesome". To bardzo miłe i mam nadzieję, że Red Sparowes jeszcze w stolicy zagoszczą. Warto tez wspomnieć o wizualizacjach, które towarzyszyły koncertowi. Muszę przyznać, że były one dobrze przemyślane i każdy utwór miał swoją unikalną filmową opowieść. Potęgowało to wrażenia z koncertu, i dopełniało ścianę gitar generowaną momentami przez 4 muzyków. Perkusista David Clifford też się zresztą bardzo wczuwał w swoją rolę a pot zalał jego twarz i włosy w krótkim czasie.
Warto też wspomnieć o ptaszkach łabędziach. Dostojny ptak tym razem upierzenie miał czarne. Swans w krótkiej prezentacji płyty The Great Annihilator spodobał się słuchaczom. Jeszcze zapewne nie raz ten klimatyczny zespół zagości na antenie. Dźwięki będące mieszaniną noise rocka, industrialu i shoegaze'u spotęgowane klawiszami i sugestywnym głębokim wokalem Michaela Giry budują momentami atmosferę stworzoną do mrocznych wieczorów przy świecach. Świetny jest też kawałek "Killing For Company" opowiadający historię mordercy - homoseksualisty zabijającego "dla towarzystwa" swe ofiary. Bardzo silny kawałek.
Audycję zakończyła się natomiast 2 spokojniejszymi utworami. Papużka i Birdpen ładnie dopełniły tą ptasią defiladę. I to chyba taki mały zwiastun tego, że za tydzień generalnie spokojne dźwięki w Post Scriptum zagoszczą.
Playlista 28.09.2010 (Ornitologicznie)
1. The Bird Ensemble - Canopy Summer [Evensong. 2009]
2. Red Sparowes - As Each End Looms And Subsides [The Fear Is Excruciating, But Therein Lies the Answer. 2010]
3. Red Sparowes - We Left The Apes To Rot, But Find The Fang Grows Within [Aphorisms EP. 2008]
4. Red Sparowes - The Great Leap Forward Poured Down Upon Us One Day Like A Mighty Storm Suddenly And Furiously Blinding Our Senses. [Every Red Heart Shines Toward The Red Sun. 2006]
5. Phoenix And The Turtle - Pianos [Sundays Are A Good Day For Relaxing. 2004]
6. Swans - Alcohol The Seed [The Great Annihilator. 1995]
7. Swans - Killing For Company [The Great Annihilator. 1995]
8. Pelican - The Woods [Pelican EP. 2001]
9. Tarantula Hawk - Track 1 [Tarantula Hawk. 2000]
10. Crippled Black Phoenix - Fantastic Justice [I, Vigilante. 2010]
11. Mogwai - I'm Jim Morrison, I'm Dead [The Hawk Is Howling. 2008]
12. Dredg - Cartoon Showroom [The Pariah, The Parrot, The Delusion. 2009]
13. Birdpen - I'm Never Leaving Home Again [One In Fifty Four EP. 2008]
Na czele tego ptasiego korowodu kroczył tym razem pelikan. Ptak, który wszystko łyka połknął 13 minut czasu antenowego w Gwoździu Programu. Swoją drogą ten pelikan był ciężkim do odbioru ptakiem. Post-Metalowy utwór z początku twórczości tej amerykańskiej kapeli miał bowiem pazur i bezkompromisowość.
Całkiem pokaźną część audycji zajęła również relacja z poniedziałkowego koncertu zespołu Red Sparowes, który się odbył w warszawskim klubie Hydrozagadka. Koncert uznaje za udany. Zagościły na nim kawałki ze wszystkich wydawnictw tego zespołu co mnie bardzo ucieszyło. Szkoda tylko, że zespół nie zakończył koncertu klasycznym utworem "The Sixth Extinction..." Jednak Bryant Clifford Meyer powiedział na koncercie, że zespół w swoim repertuarze ma wiele dobrych kawałków i je również chce zaprezentować na scenie. Scenie, która w Hydrozagadce była mikroskopijna jak na zespół. Podziwiam ich, że się zmieścili wszyscy. Jednak zbyt wielkiego ruchu to nie mieli, wiec koniecznością było praktycznie stanie w miejscu. Nie zraziło to jednak amerykanów, którzy spędzili na scenie około 80 minut. Widać tez było, że są bardzo zadowoleni z ciepłego przyjęcia jakie im zgotowała publiczność, której w Hydrozagadce było w okolicach 150. Jak na warunki tego klubu to jest to liczba praktycznie klub wypełniająca. Miłą ozdobą zespołu jest też gitarzystka, która od 2 lat współpracuje z Czerwonymi Wróblami. Po koncercie nawet pokusiła się o wrzucenie na swojego facebooka notki "warsaw was awesome". To bardzo miłe i mam nadzieję, że Red Sparowes jeszcze w stolicy zagoszczą. Warto tez wspomnieć o wizualizacjach, które towarzyszyły koncertowi. Muszę przyznać, że były one dobrze przemyślane i każdy utwór miał swoją unikalną filmową opowieść. Potęgowało to wrażenia z koncertu, i dopełniało ścianę gitar generowaną momentami przez 4 muzyków. Perkusista David Clifford też się zresztą bardzo wczuwał w swoją rolę a pot zalał jego twarz i włosy w krótkim czasie.
Warto też wspomnieć o ptaszkach łabędziach. Dostojny ptak tym razem upierzenie miał czarne. Swans w krótkiej prezentacji płyty The Great Annihilator spodobał się słuchaczom. Jeszcze zapewne nie raz ten klimatyczny zespół zagości na antenie. Dźwięki będące mieszaniną noise rocka, industrialu i shoegaze'u spotęgowane klawiszami i sugestywnym głębokim wokalem Michaela Giry budują momentami atmosferę stworzoną do mrocznych wieczorów przy świecach. Świetny jest też kawałek "Killing For Company" opowiadający historię mordercy - homoseksualisty zabijającego "dla towarzystwa" swe ofiary. Bardzo silny kawałek.
Audycję zakończyła się natomiast 2 spokojniejszymi utworami. Papużka i Birdpen ładnie dopełniły tą ptasią defiladę. I to chyba taki mały zwiastun tego, że za tydzień generalnie spokojne dźwięki w Post Scriptum zagoszczą.
wtorek, 27 lipca 2010
The only way to escape from my thoughts ...
Zdecydowanie spokojniejsza od poprzedniej odsłona Post Scriptum była kojącym lekarstwem na gorące lipcowe dni... i była sporym wysiłkiem biorąc pod uwagę szklarnię jaka panowała w studiu podczas prowadzenia audycji.
Playlista 20.07.2010 (Summer's Depression)
1. Phoenix And The Turtle - Three Two One [Sundays Are A Good Day For Relaxing. 2004]
2. George Dorn Screams - 69 Moles [Snow Lovers Are Dancing. 2006]
3. George Dorn Screams - Phoney [Snow Lovers Are Dancing. 2006]
4. George Dorn Screams - Summers, Springs And Winters [O'Malley's Bar. 2009]
5. Blueneck - Epiphany [Scars Of The Midwest . 2006]
6. Porcupine Tree - Buying New Soul [Recordings. 2001]
7. Jesu - Falling From Grace [Jesu & Battle Of Mice Split EP. 2008]
8. Logh - In Cold Blood [Every Time A Bell Rings, An Angel Gets His Wings. 2002]
9. Canyons Of Static - Shells And Shrapnel [Canyons Of Static. 2006]
10. Jeniferever - Ring Out The Grief [Spring Tides. 2009]
11. Saxon Shore - Isolated By The Secrets Of Your Fellow Men [The Exquisite Death Of Saxon Shore. 2005]
12. The Mercury Program - You Yourself Are Too Serious [A Data Learn The Language. 2002]
13. Destroyalldreamers - A Summer Without You [Wish I Was All Flames. 2007]
Pierwszą godzinę zdominowała relacja z kameralnego i bardzo gorącego koncertu bydgoskiej grupy George Dorn Screams. Koncert można zdecydowanie uznać za udany i mimo wysokiej temperatury zespół uraczył nas około godzinnym setem, w którym zabrakło mi jedynie kawałka "Winter Of Deceit". Nagłośnienie było też dla mnie miłym zaskoczeniem, gdyż mimo że stałem w rogu, żaden dźwięk nie umknął mojej uwadze. Martwi jedynie mała frekwencja, ale może to było spowodowane praktycznym brakiem promocji tego wydarzenia. Z drugiej strony więcej ludzi nie zmieściłoby się w tym iście miniaturowym dla koncertów klubie. Suma summarum warto było wydać te 10 zł i pierwszy raz zobaczyć na własne oczy zespół. A tak na marginesie wokalistka Magda Powalisz oprócz uświetniania muzyki swoim wokalem, na koncertach również jest bardzo ładną wizytówką grupy :).
Gwoździem programu był tym razem spokojny "Buying New Soul", którego pojawienie się na koncercie w Łodzi było miłym zaskoczeniem dla wielu słuchaczy. Niestety nie było mi dane zobaczyć Porcupine Tree na żywo po raz kolejny, więc biorąc pod uwagę ograniczenie a właściwie zapowiadane przez Stevena Wilsona zawieszenie koncertów Jeżozwierzy na jakiś czas, prędko nie zobaczę go na scenie razem z zespołem.
Nastrojowych kawałków było więcej. Można nawet posunąć się do stwierdzenia, że audycja była lekko depresyjna - stąd też zresztą jej tytuł. Elektroniczny utwór Jesu i jeden z największych emocjonalnych niszczycieli Bluenecka tylko to potwierdza. Nie pierwszy raz pragnę też wyróżnić amerykański zespół Saxon Shore, z trochę bardziej żwawym numerem, który jest swoistym wyznacznikiem i chyba najlepszy utworem z płyty The Exquisite Death Of Saxon Shore.
A jako podsumowanie audycji refleksyjny cytat od piątki specjalistów od Post-Rocka ze Szwecji. Tekst, który po części oddaje wewnętrzny stan.
"There might be fire
but fire soon turns us to ashes."
by Jeniferever.
Playlista 20.07.2010 (Summer's Depression)
1. Phoenix And The Turtle - Three Two One [Sundays Are A Good Day For Relaxing. 2004]
2. George Dorn Screams - 69 Moles [Snow Lovers Are Dancing. 2006]
3. George Dorn Screams - Phoney [Snow Lovers Are Dancing. 2006]
4. George Dorn Screams - Summers, Springs And Winters [O'Malley's Bar. 2009]
5. Blueneck - Epiphany [Scars Of The Midwest . 2006]
6. Porcupine Tree - Buying New Soul [Recordings. 2001]
7. Jesu - Falling From Grace [Jesu & Battle Of Mice Split EP. 2008]
8. Logh - In Cold Blood [Every Time A Bell Rings, An Angel Gets His Wings. 2002]
9. Canyons Of Static - Shells And Shrapnel [Canyons Of Static. 2006]
10. Jeniferever - Ring Out The Grief [Spring Tides. 2009]
11. Saxon Shore - Isolated By The Secrets Of Your Fellow Men [The Exquisite Death Of Saxon Shore. 2005]
12. The Mercury Program - You Yourself Are Too Serious [A Data Learn The Language. 2002]
13. Destroyalldreamers - A Summer Without You [Wish I Was All Flames. 2007]
Pierwszą godzinę zdominowała relacja z kameralnego i bardzo gorącego koncertu bydgoskiej grupy George Dorn Screams. Koncert można zdecydowanie uznać za udany i mimo wysokiej temperatury zespół uraczył nas około godzinnym setem, w którym zabrakło mi jedynie kawałka "Winter Of Deceit". Nagłośnienie było też dla mnie miłym zaskoczeniem, gdyż mimo że stałem w rogu, żaden dźwięk nie umknął mojej uwadze. Martwi jedynie mała frekwencja, ale może to było spowodowane praktycznym brakiem promocji tego wydarzenia. Z drugiej strony więcej ludzi nie zmieściłoby się w tym iście miniaturowym dla koncertów klubie. Suma summarum warto było wydać te 10 zł i pierwszy raz zobaczyć na własne oczy zespół. A tak na marginesie wokalistka Magda Powalisz oprócz uświetniania muzyki swoim wokalem, na koncertach również jest bardzo ładną wizytówką grupy :).
Gwoździem programu był tym razem spokojny "Buying New Soul", którego pojawienie się na koncercie w Łodzi było miłym zaskoczeniem dla wielu słuchaczy. Niestety nie było mi dane zobaczyć Porcupine Tree na żywo po raz kolejny, więc biorąc pod uwagę ograniczenie a właściwie zapowiadane przez Stevena Wilsona zawieszenie koncertów Jeżozwierzy na jakiś czas, prędko nie zobaczę go na scenie razem z zespołem.
Nastrojowych kawałków było więcej. Można nawet posunąć się do stwierdzenia, że audycja była lekko depresyjna - stąd też zresztą jej tytuł. Elektroniczny utwór Jesu i jeden z największych emocjonalnych niszczycieli Bluenecka tylko to potwierdza. Nie pierwszy raz pragnę też wyróżnić amerykański zespół Saxon Shore, z trochę bardziej żwawym numerem, który jest swoistym wyznacznikiem i chyba najlepszy utworem z płyty The Exquisite Death Of Saxon Shore.
A jako podsumowanie audycji refleksyjny cytat od piątki specjalistów od Post-Rocka ze Szwecji. Tekst, który po części oddaje wewnętrzny stan.
"There might be fire
but fire soon turns us to ashes."
by Jeniferever.
niedziela, 23 maja 2010
The morning arrives with new hope and optimism...
Audycje zdominowały koncertowe wspomnienia z 3 dni, które obfitowały w wydarzenia związane z muzyką Post-Rockową. Wrażeń do opowiedzenia było aż tyle, że trzeba było skracać kącik Muzyczny Alfabet Post-Rocka by zmieścić się w przepisowym czasie 2 godzin.
Playlista 18.05.2010 (Ach ten maj...)
1. Crippled Black Phoenix - Goodnight Europe [A Love Of Shared Disasters. 2007]
2. Crippled Black Phoenix - Burnt Reynolds [The Resurrectionists. 2009]
3. Constants - ...Passage [The Foundation, The Machine, The Ascension. 2009]
4. Ef - Final Touch / Hidden Agenda [Give Me Beauty... Or Give Me Death!. 2006]
5. Caspian - Crawlspace [The Four Trees. 2007]
6. Junius - Letters From Saint Angelica [The Martyrdom Of A Catastrophist. 2009]
7. Butterfly Explosion - Closer [Lost Trails. 2010]
8. God Is An Astronaut - Worlds In Collision [Age Of The Fifth Sun. 2010]
9. God Is An Astronaut - Route 666 [The End Of The Beginning. 2002]
Muzyczny Alfabet Post-Rocka:
10. Vessels - Trois Heures [White Fields And Open Devices. 2008]
11. Vessels - Yuki [White Fields And Open Devices. 2008]
3 koncerty w 3 dni i to jeszcze z takimi zespołami - wyłączając festiwale bardzo rzadko zdarza się coś takiego na scenie Post-Rockowej. Ale może zaczniemy od początku:
A w nieco przyciętym Muzycznym Alfabecie Post-Rocka kolejny w tym kąciku zespół z Wysp Brytyjskich. Jednakże w nadmorskim mieście Leeds jeszcze nie byliśmy, więc bynajmniej nie gonimy własnego ogona. A czy muzycznie Vessels połyka ogon? Swój raczej nie, ale w ich muzyce można znaleźć sporo podobieństw do innych zespołów. Również okładka płyty White Fields And Open Devices przypomina mi nieco stylem Okładki Explosions In The Sky. Mimo to dodatek delikatnych, bardzo emocjonalnych wokali muzyce na dobre wychodzi Okrętom, bo ich muzyka jest przez to głębsza. Cieszą też lekkie sample w niektórych utworach oraz piękna praca klawiszy, które nieraz wdzierając się do 1 linii stanowią o emocjonalnym przekazie muzyki Vessels. Jest to na pewno jedna z ciekawszych kapel Post-Rockowych na Wyspach, która mimo krótkiego stażu już zdobywa szerokie grono odbiorców.
Co do samych koncertów obszerna relacja oczywiście zagościła w Post Scriptum. największym zaskoczeniem dla mnie był piątkowy koncert grupy Crippled Black Phoenix, który był po prostu świetny. Szkoda tylko, że publiczność licznością nie dopisała.
Z sobotnich wydarzeń, najbardziej do gustu przypadł mi występ Szwedów z Ef. Zresztą był on również najdłuższy tego wieczoru. Muzycy oprócz materiału z nowej płyty zaprezentowali również kilka starszych kawałków co szczególnie mnie ucieszyło. Caspiana I Constants widziałem juz wcześniej i były to występy, które szczerze mówiąc mnie nie zaskoczyły szczególnie. Niektóre zagrywki są już wypróbowane i widok ich po raz kolejny nie robi już takiego wrażenia jak za 1 razem (vide końcówka Sycamore w wykonaniu Caspiana, chociaż ostatnio są coraz bardziej pomysłowi w wykorzystaniu narzędzi służących za pałeczki).
Na niedzielne koncerty czekałem z niecierpliwością. Wycieczka do Krakowa okazała się być bardzo mokrą wyprawą, ale nawet przemoczone ubranie i trudności w odnalezieniu klubu nie przeszkodziły w delektowaniu się koncertami. Bardzo zdenerwowała mnie zmiana line upu na ostatnią chwilę przez co spóźniłem się nieco na wyczekiwany występ Juniusa. Nie grali zbyt długo, ale zagrali praktycznie wszystkie wyczekiwane przeze mnie numery. Koncert Butterfly Explosion, z którym przyznam szczerze się nie zaznajomiłem przed koncertem wypadł sympatycznie, ale odbiegał klasą od pozostałych zespołów.
W końcu występ God Is An Astronaut. Bardzo energetyczny. Tak bardzo, że nawet pod scena utworzył się mały mosh pit, w którym i ja postanowiłem się na moment zatracić. Jednakże w porównaniu do mojego poprzedniego koncertu Astronautów z września 2009 to muszę stwierdzić, że krakowski występ wypadł trochę gorzej. Był krótszy przez co po zakończeniu został niedosyt dlaczego nie zagrali tych 20 minut więcej...
Playlista 18.05.2010 (Ach ten maj...)
1. Crippled Black Phoenix - Goodnight Europe [A Love Of Shared Disasters. 2007]
2. Crippled Black Phoenix - Burnt Reynolds [The Resurrectionists. 2009]
3. Constants - ...Passage [The Foundation, The Machine, The Ascension. 2009]
4. Ef - Final Touch / Hidden Agenda [Give Me Beauty... Or Give Me Death!. 2006]
5. Caspian - Crawlspace [The Four Trees. 2007]
6. Junius - Letters From Saint Angelica [The Martyrdom Of A Catastrophist. 2009]
7. Butterfly Explosion - Closer [Lost Trails. 2010]
8. God Is An Astronaut - Worlds In Collision [Age Of The Fifth Sun. 2010]
9. God Is An Astronaut - Route 666 [The End Of The Beginning. 2002]
Muzyczny Alfabet Post-Rocka:
10. Vessels - Trois Heures [White Fields And Open Devices. 2008]
11. Vessels - Yuki [White Fields And Open Devices. 2008]
3 koncerty w 3 dni i to jeszcze z takimi zespołami - wyłączając festiwale bardzo rzadko zdarza się coś takiego na scenie Post-Rockowej. Ale może zaczniemy od początku:
A w nieco przyciętym Muzycznym Alfabecie Post-Rocka kolejny w tym kąciku zespół z Wysp Brytyjskich. Jednakże w nadmorskim mieście Leeds jeszcze nie byliśmy, więc bynajmniej nie gonimy własnego ogona. A czy muzycznie Vessels połyka ogon? Swój raczej nie, ale w ich muzyce można znaleźć sporo podobieństw do innych zespołów. Również okładka płyty White Fields And Open Devices przypomina mi nieco stylem Okładki Explosions In The Sky. Mimo to dodatek delikatnych, bardzo emocjonalnych wokali muzyce na dobre wychodzi Okrętom, bo ich muzyka jest przez to głębsza. Cieszą też lekkie sample w niektórych utworach oraz piękna praca klawiszy, które nieraz wdzierając się do 1 linii stanowią o emocjonalnym przekazie muzyki Vessels. Jest to na pewno jedna z ciekawszych kapel Post-Rockowych na Wyspach, która mimo krótkiego stażu już zdobywa szerokie grono odbiorców.
Co do samych koncertów obszerna relacja oczywiście zagościła w Post Scriptum. największym zaskoczeniem dla mnie był piątkowy koncert grupy Crippled Black Phoenix, który był po prostu świetny. Szkoda tylko, że publiczność licznością nie dopisała.
Z sobotnich wydarzeń, najbardziej do gustu przypadł mi występ Szwedów z Ef. Zresztą był on również najdłuższy tego wieczoru. Muzycy oprócz materiału z nowej płyty zaprezentowali również kilka starszych kawałków co szczególnie mnie ucieszyło. Caspiana I Constants widziałem juz wcześniej i były to występy, które szczerze mówiąc mnie nie zaskoczyły szczególnie. Niektóre zagrywki są już wypróbowane i widok ich po raz kolejny nie robi już takiego wrażenia jak za 1 razem (vide końcówka Sycamore w wykonaniu Caspiana, chociaż ostatnio są coraz bardziej pomysłowi w wykorzystaniu narzędzi służących za pałeczki).
Na niedzielne koncerty czekałem z niecierpliwością. Wycieczka do Krakowa okazała się być bardzo mokrą wyprawą, ale nawet przemoczone ubranie i trudności w odnalezieniu klubu nie przeszkodziły w delektowaniu się koncertami. Bardzo zdenerwowała mnie zmiana line upu na ostatnią chwilę przez co spóźniłem się nieco na wyczekiwany występ Juniusa. Nie grali zbyt długo, ale zagrali praktycznie wszystkie wyczekiwane przeze mnie numery. Koncert Butterfly Explosion, z którym przyznam szczerze się nie zaznajomiłem przed koncertem wypadł sympatycznie, ale odbiegał klasą od pozostałych zespołów.
W końcu występ God Is An Astronaut. Bardzo energetyczny. Tak bardzo, że nawet pod scena utworzył się mały mosh pit, w którym i ja postanowiłem się na moment zatracić. Jednakże w porównaniu do mojego poprzedniego koncertu Astronautów z września 2009 to muszę stwierdzić, że krakowski występ wypadł trochę gorzej. Był krótszy przez co po zakończeniu został niedosyt dlaczego nie zagrali tych 20 minut więcej...
poniedziałek, 10 maja 2010
Your eyes to take to take cover...
Audycja scalona z 3 niezależnych bloków, ale tworzących zgrabną, momentami ciężką i intrygującą całość. Suma summarum jestem bardzo zadowolony z tego jak ta audycja ostatecznie na antenie wybrzmiała :).
Playlista 04.05.2010 (Post-Asy)
1. Kasan - The New Flash [Soma EP. 2009]
2. Time To Burn - Land [Is.Land. 2007]
3. TesseracT - April Song [Demo EP. 2007]
4. Jesu - Friends Are Evil [Jesu. 2005]
5. Final - After [3. 2006]
6. Devil Sold His Soul - Like It's Your Last [Darkness Prevails EP. 2005]
7. Devil Sold His Soul - Sirens Chant [A Fragile Hope. 2007]
8. Devil Sold His Soul - Between Two Words [A Fragile Hope. 2007]
Muzyczny Alfabet Post-Rocka:
9. Ulan Bator - Lumiere Blanche / Schneetum [Vegetale. 1997]
10. Ulan Bator - Ruombat Ed Esueuoj Al [OK:KO. 2002]
11. Ulan Bator - La Femme Cannibale [Rodeo Massacre. 2005]
Pierwszą godzinę audycji zdominowała relacja z Asymmetry Festival II który się odbył w czasie majówki we Wrocławiu. Nie ma co się rozpisywać o tym wydarzeniu w tym poście, gdyż osobna szczegółowa relacja i tak powinna się wkrótce pojawić. Świetnie zorganizowany festiwal, dobre nagłośnienie i koncerty. Bez wątpienia czołówka niezależnych polskich festiwali muzycznych, które w mediach masowych praktycznie nie goszczą, ale w podziemnym świadku szeroki rozgłos zdecydowanie mają. Rozgadałem się strasznie przy okazji opisywania wrażeń z poszczególnych koncertów co i rusz bijąc rekordy w długości antenowych wejść (jak łatwo wysnuć - rekord należy do części poświęconej Justinowi Broadrickowi i Jesu). Bardzo miło wspominam ten wyjazd do Wrocławia, który swoją drogą jest ładnym miastem.
"Odkrycie miesiąca" to diabeł wcielony, który do tego sprzedał swoja własną hardcore'ową duszę. Jednak nie oddał jej za grosze. W zamian bowiem dostał talent do eksperymentowania, łagodzenia nastroju i burzenia chwilowego spokoju. To wszystko okraszone jest czystym wokalem przeplatającym się gęsto z ostro wykrzyczanymi (screamo!) frazami. Devil Sold His Soul - świetny zespół, który już za kilkanaście tygodni wydaje nową płytę. Poprzeczka ustawiona przez "A Fragile Hope" wisi bardzo wysoko. Jeśli uda im się powtórzyć sukces pierwszej płyty to zrobi się głośno o tej kapeli. Radzę zapamiętać jej nazwę.
A w Muzycznym Alfabecie Post-Rocka weterani francuskiej sceny - zespół Ulan Bator. Zawiłe są ich losy, sławy nie dane im było zaznać, przez kilkanaście lat tkwili i tkwią w podziemiach. Lekkie, delikatne granie z samplami i elektronicznymi motywami niekiedy. Jedni z pionierów Post-Rocka. Materiał, który wydali, jest całkiem obszerny i stanowi kawałek historii narodzin nurtu tego gatunku na kontynencie europejskim.
Playlista 04.05.2010 (Post-Asy)
1. Kasan - The New Flash [Soma EP. 2009]
2. Time To Burn - Land [Is.Land. 2007]
3. TesseracT - April Song [Demo EP. 2007]
4. Jesu - Friends Are Evil [Jesu. 2005]
5. Final - After [3. 2006]
6. Devil Sold His Soul - Like It's Your Last [Darkness Prevails EP. 2005]
7. Devil Sold His Soul - Sirens Chant [A Fragile Hope. 2007]
8. Devil Sold His Soul - Between Two Words [A Fragile Hope. 2007]
Muzyczny Alfabet Post-Rocka:
9. Ulan Bator - Lumiere Blanche / Schneetum [Vegetale. 1997]
10. Ulan Bator - Ruombat Ed Esueuoj Al [OK:KO. 2002]
11. Ulan Bator - La Femme Cannibale [Rodeo Massacre. 2005]
Pierwszą godzinę audycji zdominowała relacja z Asymmetry Festival II który się odbył w czasie majówki we Wrocławiu. Nie ma co się rozpisywać o tym wydarzeniu w tym poście, gdyż osobna szczegółowa relacja i tak powinna się wkrótce pojawić. Świetnie zorganizowany festiwal, dobre nagłośnienie i koncerty. Bez wątpienia czołówka niezależnych polskich festiwali muzycznych, które w mediach masowych praktycznie nie goszczą, ale w podziemnym świadku szeroki rozgłos zdecydowanie mają. Rozgadałem się strasznie przy okazji opisywania wrażeń z poszczególnych koncertów co i rusz bijąc rekordy w długości antenowych wejść (jak łatwo wysnuć - rekord należy do części poświęconej Justinowi Broadrickowi i Jesu). Bardzo miło wspominam ten wyjazd do Wrocławia, który swoją drogą jest ładnym miastem.
"Odkrycie miesiąca" to diabeł wcielony, który do tego sprzedał swoja własną hardcore'ową duszę. Jednak nie oddał jej za grosze. W zamian bowiem dostał talent do eksperymentowania, łagodzenia nastroju i burzenia chwilowego spokoju. To wszystko okraszone jest czystym wokalem przeplatającym się gęsto z ostro wykrzyczanymi (screamo!) frazami. Devil Sold His Soul - świetny zespół, który już za kilkanaście tygodni wydaje nową płytę. Poprzeczka ustawiona przez "A Fragile Hope" wisi bardzo wysoko. Jeśli uda im się powtórzyć sukces pierwszej płyty to zrobi się głośno o tej kapeli. Radzę zapamiętać jej nazwę.
A w Muzycznym Alfabecie Post-Rocka weterani francuskiej sceny - zespół Ulan Bator. Zawiłe są ich losy, sławy nie dane im było zaznać, przez kilkanaście lat tkwili i tkwią w podziemiach. Lekkie, delikatne granie z samplami i elektronicznymi motywami niekiedy. Jedni z pionierów Post-Rocka. Materiał, który wydali, jest całkiem obszerny i stanowi kawałek historii narodzin nurtu tego gatunku na kontynencie europejskim.
sobota, 17 kwietnia 2010
Lights out as you hit the ground...
Audycja specjalnie ułożona i przemodelowana z racji tragicznych wydarzeń jakie miały miejsce 10 kwietnia 2010 roku po Smoleńskiem.
Playlista 13.04.2010 (Mono-thematycznie)
1. Mono - Halcyon (Beautiful Days) [Walking Cloud And Deep Red Sky, Flag Fluttered And The Sun Shined. 2004]
2. Mono - Sabbath [One Step More And You Die. 2002]
3. Antimatter - Lights Out [Lights Out. 2003]
4. Mono - Everlasting Light [Hymn To The Immortal Wind. 2009]
5. Crippled Black Phoenix - I Am Free, Today I Perished [Night Raider. 2009]
6. Moby - God Moving Over The Face Of The Waters [MobySongs 1993-1998. 2000]
7. Mono - Human Highway [Under The Pipal Tree. 2001]
8. Mono - The Remains Of The Day [You Are There. 2006]
Muzyczny Alfabet Post-Rocka:
9. Sigur Rós - Untitled 7 ("Dauđalagiđ") [( ). 2002]
10. Sigur Rós - Flugufrelsarinn [Ágætis Byrjun. 1999]
11. Hammock - I Can Almost See You [Raising Your Voice.. Trynig To Stop An Echo. 2006]
12. This Is Your Captain Speaking - Lullaby [Eternal Return. 2008]
Kącik Odkrycie miesiąca jak i Koncertowe Wspominajki padły łupem japońskiego zespołu Mono, który znakomicie się w pasował w poważny i żałobny ton tej audycji. Post-Rock, który od shoegaze'ingowych początków wyewoluował do czegoś, co sami muzycy określają jako współczesna muzyka klasyczna, to propozycja niełatwa, momentami monotonna, ale mająca w sobie olbrzymie pokłady emocji, smutku i refleksji. Muzycy na scenie wykazują maksymalny introwertyzm, kontakt z publiką praktycznie nie istnieje poza spojrzeniami i małymi gestami, ale tworzy to atmosferę teatru, w którym muzyka, a nie artyści grający na instrumentach, jest na pierwszym planie.
Muzyczny Alfabet Post-Rocka to 2 smutne refleksyjne utwory z Islandii - spod szyldu bodaj najbardziej znanego zespołu Post-Rockowego na świecie - Sigur Rós. Kilkakrotnie rozważałem i zmieniałem zespół mający wystąpić w tym kąciku prezentując literkę S. Ostatecznie wybór padł na Islandczyków - głównie za sprawa dźwięków, które doskonale nadają się na czas Żałoby Narodowej. Wybrzmiały nam zatem "Piosenka Śmierci" - Gwóźdź Programu tej audycji i "Łowca Much". Długo by pisać o Sigurach, więc ta notka z pewnością wszystkiego nie zawrze. Jedyne co mogę powiedzieć to warto i jeszcze raz warto zapoznać się z ich twórczością.
A cytatu na koniec nie będzie. W kraju nastała cisza i zaduma, wiec i niech w tej atmosferze zakończy się ta relacja z audycji.
Playlista 13.04.2010 (Mono-thematycznie)
1. Mono - Halcyon (Beautiful Days) [Walking Cloud And Deep Red Sky, Flag Fluttered And The Sun Shined. 2004]
2. Mono - Sabbath [One Step More And You Die. 2002]
3. Antimatter - Lights Out [Lights Out. 2003]
4. Mono - Everlasting Light [Hymn To The Immortal Wind. 2009]
5. Crippled Black Phoenix - I Am Free, Today I Perished [Night Raider. 2009]
6. Moby - God Moving Over The Face Of The Waters [MobySongs 1993-1998. 2000]
7. Mono - Human Highway [Under The Pipal Tree. 2001]
8. Mono - The Remains Of The Day [You Are There. 2006]
Muzyczny Alfabet Post-Rocka:
9. Sigur Rós - Untitled 7 ("Dauđalagiđ") [( ). 2002]
10. Sigur Rós - Flugufrelsarinn [Ágætis Byrjun. 1999]
11. Hammock - I Can Almost See You [Raising Your Voice.. Trynig To Stop An Echo. 2006]
12. This Is Your Captain Speaking - Lullaby [Eternal Return. 2008]
Kącik Odkrycie miesiąca jak i Koncertowe Wspominajki padły łupem japońskiego zespołu Mono, który znakomicie się w pasował w poważny i żałobny ton tej audycji. Post-Rock, który od shoegaze'ingowych początków wyewoluował do czegoś, co sami muzycy określają jako współczesna muzyka klasyczna, to propozycja niełatwa, momentami monotonna, ale mająca w sobie olbrzymie pokłady emocji, smutku i refleksji. Muzycy na scenie wykazują maksymalny introwertyzm, kontakt z publiką praktycznie nie istnieje poza spojrzeniami i małymi gestami, ale tworzy to atmosferę teatru, w którym muzyka, a nie artyści grający na instrumentach, jest na pierwszym planie.
Muzyczny Alfabet Post-Rocka to 2 smutne refleksyjne utwory z Islandii - spod szyldu bodaj najbardziej znanego zespołu Post-Rockowego na świecie - Sigur Rós. Kilkakrotnie rozważałem i zmieniałem zespół mający wystąpić w tym kąciku prezentując literkę S. Ostatecznie wybór padł na Islandczyków - głównie za sprawa dźwięków, które doskonale nadają się na czas Żałoby Narodowej. Wybrzmiały nam zatem "Piosenka Śmierci" - Gwóźdź Programu tej audycji i "Łowca Much". Długo by pisać o Sigurach, więc ta notka z pewnością wszystkiego nie zawrze. Jedyne co mogę powiedzieć to warto i jeszcze raz warto zapoznać się z ich twórczością.
A cytatu na koniec nie będzie. W kraju nastała cisza i zaduma, wiec i niech w tej atmosferze zakończy się ta relacja z audycji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
